Kurier365.pl

Switch to desktop

Śladami słynnych zbrodni Wyróżniony

Pitawal turystyczny Pitawal turystyczny
Pomysł był świetny, bo turystyka hobbystyczna ma w Polsce coraz więcej zwolenników. A ponieważ „nic tak jak trup „nie ożywi" szacownych zabytków", to niekiedy mrożące krew w żyłach zbrodnie autorzy książki „Śladami słynnych zbrodni" potraktowali jako pretekst do prezentacji miast, zabytków, a przede wszystkim ciekawych historii.

Przy okazji autorzy przypomnieli sporo zapomnianych wydarzeń zarówno z dziejów naszych, jak i państw oraz państewek, do których w przeszłości należały ziemie wchodzące obecnie w skład Rzeczypospolitej.

Co prawda, wbrew zamierzeniom i twierdzeniom autorów, nie do końca jest to pitawal. Winien on bowiem stanowić – przypomnę za słownikiem języka polskiego: „zbiór opisów głośnych procesów karnych, rodzaj kroniki kryminalnej". A w tym przypadku uwzględniono także zbrodnie polityczne, czy historie legendarne. Ale czyta się to znakomicie, bo książka napisana została ładnym, pełnym ciekawych opisów językiem.

Poszczególne historie prezentują zaś nie tyle modus operandi przestępstw i kar za nie, ile miejsca, w których je popełniono oraz ich współczesny stan. 44 opisane sprawy z okresu niemal tysiąca minionych lat dotyczą wszystkich regionów współczesnej Polski. Ze względu zaś na turystyczny, a nawet przewodnikowy charakter książki podzielono je nie tematycznie czy chronologicznie, lecz w układzie geograficzno–administracyjnym.

Nie jest to jednak, moim zdaniem, układ optymalny. Myślę, że ciekawszy byłby według rodzaju i wagi prezentowanych spraw. W przyjętym układzie żadne z województw nie zostało jednak pominięte, co też się liczy.

Po opisie każdej sprawy uwzględniono również w stosownej informacji jej ewentualne wykorzystanie w przeszłości w literaturze, teatrze, filmie, malarstwie itp. Mamy tu także informator turystyczny: jakie miejsca i obiekty warto zobaczyć i gdzie dokładnie one się znajdują. 

Wśród opisanych zbrodni politycznych znalazły się: zabójstwo prezydenta Gabryela Narutowicza, biskupa Stanisława ze Szczepanowa, księcia Leszka Białego i parę innych. Bynajmniej nie „pitawalowy" charakter miało również aresztowanie przez gestapo gen. Stefana Grota–Roweckiego.

W niektórych historiach znalazły się jednak pewne sprzeczności i luki. Pisząc o śmierci Leszka Białego w Marcinkowie koło Gąsawy wypadało podać chociażby rok (1227), w którym zabójstwo to miało miejsce.

Kilka spraw to opisy, przeważnie dosyć wstrząsające, procesów czarownic i brutalnych śledztw, wyroków wydawanych na podstawie wymuszonych torturami przyznań się do winy oraz śmierci na stosach. Tylko gdzie w tych przypadkach został spełniony podstawowy wymóg konwencji pitawala: zbrodnia i kara? Rozumiem jednak autorów, że uwzględnili w książce te historie. Należą one bowiem do najciekawszych, najbardziej „soczystych" opowieści w tej książce. Nawet, jeżeli opierają się tylko na legendach czy mistyfikacjach.

Nie brakuje w tej książce spraw znanych z legend, opowieści, a nawet przysłów. Jest na przykład śmierć Popiela - najbardziej chyba naciągnięta jako temat do pitawala. Zarazem jednak jest to pretekst do przypomnienia Piasta i Siemowita oraz prezentacji Gniezna, Kruszwicy z Mysią Wieżą i Ostrowa Lednickiego. Znajdziemy tu też historię Michała Piekarskiego, zamachowca na Zygmunta III Wazę, który „plótł na mękach", a jego makabryczna śmierć opisana została ze szczegółami.

Świetne są historie naprawdę pitawalowe. Zwłaszcza ta o „Wenus z Kolbuszowej" – aferzystce i bigamistce Agnieszce Machównie, wiejskiej dziewczynie, która trafiła na salony. Mnóstwo mało znanych faktów zawierają opisy zbrodni wśród książąt: pomorskich, mazowieckich, śląskich czy innych dzielnicowych. Za przykład można podać bezkarne uduszenie na polecenie księcia poznańskiego Przemysława (późniejszego króla Polski Przemysła II), jego pierwszej żony Ludgardy, bo... nie dała mu potomka.

Świetnie opisanych w tej książce spraw jest o wiele więcej. Chociaż trafiają się w niej również błędy. Literacki noblista Hauptmann miał na imię Gerhard, a nie Gerard. Nie istnieją „monety starorzymskie", ale rzymskie, albo antycznego Rzymu. Pocztylion to z kolei nie synonim dyliżansu („...pracownik z obsługi pocztylionu"). Wydarzenia 1905–1906 roku w Łodzi (a także w całym zaborze rosyjskim i w Rosji) to nie były „zamieszki" lecz rewolucja, uważana przez niektórych historyków nawet za czwarte powstanie narodowe.

Muszę jeszcze zwrócić uwagę na jeszcze jedną wadę tej książki. Na jej końcu zamieszczono Indeks nazw miejscowych. Brak jednak tak potrzebnego indeksu nazwisk bohaterów opisanych opowieści.

Te kilka krytycznych uwag i wytkniętych potknięć nie zmienia mojej wysokiej oceny tej książki – przewodnika. Warto ją przeczytać i skorzystać z możliwości, jakie oferuje: pójść śladami opisywanych ludzi i wydarzeń oraz poznać obecny wygląd przedstawionych miejsc.

Tomasz Ławecki, Kazimierz Kunicki, Liliana Olchowik–Adamowska, „Śladami słynnych zbrodni. Przewodnik", wydawnictwo BOSZ, wyd. I, Olszanica 2011, str. 347, cena 39,90 zł.

 

Dodatkowe informacje

Skomentuj

Upewnij się, że wpisujesz wszystkie (*) wymagane informacje tam gdzie to wskazano. Kod HTML nie jest dozwolony.

Wszelkie prawa zastrzeżone Kurier365.pl

Top Desktop version