updated 3:02 PM CET, Nov 16, 2018
Na żywo:
A+ A A-

Rząd powinien uczyć się od firm

  • Napisane przez Gazeta Finansowa / Bolesław Glazur
  • Dział: CSR

O wadze prorodzinnych działań CSR w kontekście polityki demograficznej państwa z dr Stanisławem Kluzą, ekonomistą, twórcą i Przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego (2006-11), Ministrem i Wiceministrem Finansów (2006), obecnie m.in. Przewodniczącym Rady Ekspertów przy Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus", rozmawia Bolesław Glazur

Czy zgodzi się Pan z tezą, że skoro rząd nie radzi sobie z polityką rodzinną, to tym większej wagi nabierają prorodzinne działania firm realizujących CSR?


Dokonałbym pewnego rozróżnienia polityki rodzinnej rządu i podejmowanych przez firmy korzystnych dla rodzin pracowników działań CSR. W przypadku działań rządu trzeba stwierdzić, że istnieje znacząca potrzeba wypracowania polityki demograficznej państwa, której jednym z istotnych komponentów jest polityka rodzinna. I rzeczywiście, w tym zakresie obecny rząd nie tylko, że nie realizuje jakiejś konkretnej, spójnej polityki, ale nawet, mimo przeszło sześć lat rządzenia, nie dopracował się jakiegokolwiek całościowego dokumentu programowego.

Drugim, zupełnie oddzielnym, jednak służącym temu samemu celowi obszarem, są indywidualne działania organizacji społecznych, jednostek samorządu terytorialnego i pojedynczych firm.

Jeżeli skupimy się na firmach, to w mojej ocenie mają one bardzo duży potencjał do podnoszenia wartości swoich pracowników poprzez podejmowanie działań w sprawach ważnych w ich życiu. W Polsce dzietność jest zróżnicowana w zależności od posiadania dobrej pracy. Wśród osób mających dobrą sytuację materialną lub zawodową, wskaźnik dzietności jest w okolicach 1,8. Natomiast wśród osób bezrobotnych czy z kiepskimi perspektywami zawodowymi, wskaźnik dzietności jest poniżej 1.

Z badań opinii społecznej wynika, że Polacy mają dużą skłonność do założenia rodziny, do wychowywania dzieci w rodzinie, do świadomego rodzicielstwa, do posiadania dwójki, trójki a nawet więcej dzieci. Tę wolę Polacy bardzo chętnie realizują np. przebywając na emigracji, natomiast słabo, pozostając w kraju. Oznacza to, że przyjęte rozwiązania systemowe, kształtujące warunki do założenia i rozwoju rodziny, są ułomne na poziomie państwa, a czasami można również zauważyć, że coś szwankuje na poziomie niższych jednostek samorządu terytorialnego. Niemniej, jeszcze raz podkreślę, że szczególnie dużo zależy od indywidualnej sytuacji zawodowej.

Kierując kiedyś Urzędem Komisji Nadzoru Finansowego, podjąłem działania zmierzające do stworzenia przedszkola dla dzieci pracowników. Co prawda, rozbiły się one o trudności we współpracy z Urzędem Miasta Warszawa, ale wiem, że liczni pracodawcy, zarówno prywatni, jak i z obszaru administracji publicznej, myślą o takich rozwiązaniach. W przypadku większych pracodawców prywatnych łatwiej być skutecznym.

Sprawa przyzakładowych przedszkoli jest tym bardziej istotna, im większy jest pracodawca. Jeżeli zatrudnia on np. 1 tys. osób, z czego połowa to osoby mogące mieć dzieci w wieku szkolnym bądź przedszkolnym, to można przypuszczać, że na taki zakład pracy będzie przypadać nie mniej niż setka dzieci w wieku przedszkolnym. Czyli mamy trzy grupy po około 30 dzieci, co pozwala myśleć o założeniu przyzakładowego przedszkola.

Teraz spójrzmy na bilans kosztów i korzyści. Otóż koszt założenia i prowadzenia przedszkola jest stosunkowo niski, ponieważ są dostępne dotacje ze strony gmin dla osób prowadzących przedszkole. To oznacza, że pracodawca nie wykłada całych pieniędzy. Natomiast po stronie korzyści zwróćmy uwagę na dużą oszczędność czasu pracowników, który już nie muszą kursować na trasie dom – przedszkole – praca. Ponadto bliskość rodzica pozwala łatwo reagować w przypadku zdarzeń losowych. Kolejna korzyść – godziny funkcjonowania przeszkoli mogą być uzależnione od godzin pracy rodziców, którzy nie będą musieli „urywać się" z pracy, aby odebrać dziecko.

 

Pełny wywiad na stronie portalu RaportCSR.pl

{jumi [*9]}

Warszawa