updated 12:19 PM CEST, May 19, 2018
A+ A A-

Martwe dusze wiecznie żywe

Wyróżniony Martwe dusze wiecznie żywe fot. Pexels.com

Świat wirtualny jest naprawdę wirtualny, a dokładniej fikcyjny. Ilustrowały to afery z oszukaną oglądalnością reklam w Internecie.

Potwierdza to również śledztwo „The New York Times” pokazujące handel followersami czyli, jakby to pięknie nazwał Mikołaj Gogol, „Martwymi duszami”.

To, że  w portalach społecznościowych w Internecie produkuje się fikcyjne profile ludzi i nimi handluje to nic nowego.  Znacząca jest skala! „The New York Times” prześwietlili firmę Devumi. Według dziennikarzy przedsiębiorstwo posiada ponad 3.500.000  fikcyjnych profili, które wielokrotnie sprzedaje. W ten sposób wsparło ono influenców (internetowe profile liderów opinii) ponad 200.000.000 nieistniejących obserwujących. Cóż, próżność, to również potrzeba, którą trzeba zaspokajać. Nastały takie czasy, że ludzie, nawet szanujące się przedsiębiorstwa, chcą mieć rzesze obserwujących wirtualnie i nie ma znaczenia, że jest to fikcyjna widownia.

Według danych „NYT” przynajmniej 55.000 fikcyjnych kont używa zdjęć i danych prawdziwych użytkowników Twittera. Devumi z pewnością nie jest jedynym podmiotem zajmującym się tym procederem. Pokazuje to skalę problemu.

Dla porządku należy zaznaczyć, że założyciel Devumi zaprzecza temu, że jego przedsiębiorstwo sprzedaje fałszywe konta. Cóż, to może być bardzo ciekawe, albowiem różne profile, oferowane przez to przedsiębiorstwo, wykorzystują do identyfikacji i budowania wiarygodności zdjęcia tych samych osób. Jak się okazuje zmieniają się tylko nazwiska,  kompetencje i zainteresowania: raz promują quasi waluty, innym razem rozgłośnie radiową, albo strony pornograficzne;  posługując się za każdym razem innym językiem: arabskim, indonezyjskim, hiszpańskim itd.

W 2017 roku 3.000.000.000 użytkowników (specjalnie piszę „użytkowników”, albowiem nie wiadomo ile osób pojawia się jako różni użytkownicy) logowało się do serwisów społecznościowych, a liczba fanów i followersów stała się nową walutą, albowiem kto ma więcej obserwujących może oferować przedsiębiorstwom zamieszczenie określonych treści za stawki, które są uzależnione od wielkości widowni.

W XX wieku mówiono, że połowa budżetu reklamowego idzie w błoto, tylko nie wiadomo która połowa? Reklama w Internecie jest znacząco tańsza od reklam zamieszczanych w innych mediach. Jednak nie sposób policzyć jaka część budżetu przeznaczonego na reklamę w Internecie idzie w błoto.

Zidentyfikowano, że znacząca część followersów jest fikcyjna. Podobnie może być z influentami. Na Twitterze, podobno, niemal 15 proc. kont to boty podszywające się pod ludzi. W listopadzie  2017, globalny portal społecznościowy Facebook przyznał, że w serwisie może być dwukrotnie więcej fałszywych kont, niż przypuszczano. Tak naprawdę nikt nie potrafi już dziś policzyć „martwych dusz”, ponieważ w zasadzie nie sposób ich wszystkich zidentyfikować. (Oczywiście można by sobie z tym poradzić współpracując z urzędami skarbowymi, przynajmniej na bardziej cywilizowanych rynkach.)

Zorganizowane w przemyślany sposób fikcyjne profile  mogą znacząco wpływać na postawy konsumenckie, a co więcej również na zachowania społeczne i decyzje polityczne. Można by nawet powiedzieć, że ludzkością dziś rządzi fikcja. I byłaby to prawda, ale przecież ktoś tą fikcją zarządza….

Warszawa