updated 3:02 PM CET, Nov 16, 2018
Na żywo:
A+ A A-

Samorząd – najlepsza promocja demokracji

Wyróżniony Samorząd – najlepsza promocja demokracji fot. Pixabay

Demokracja, przynajmniej w teorii, oznacza realny wpływ każdego obywatela na to, co dzieje się w państwie.

Z perspektywy trzydziestu lat wolności można ocenić, że Polacy są entuzjastami demokracji – tam, gdzie faktycznie czują siłę swojego głosu. A na pewno czują tę siłę na poziomie swojej gminy, w samorządzie. Nie jest przypadkiem, że o ile parlament konsekwentnie jest oceniany źle, to samorządy zbierają bardzo dobre oceny. Co zrobić, by tego nie zepsuć? O tym między innymi kilka dni temu rozmawiano na debacie Fundacji XBW i Instytutu Staszica.

 Cieszę się, że debata trzech warszawskich wiceburmistrzów – Grzegorza Kucy (PO) z Bemowa, Zbigniewa Cierpisza (PiS) Pragi Północ i Dariusza Kacprzaka (Bezpartyjni Samorządowcy) z Białołęki – pokazała, że mimo wszystko można dyskutować merytorycznie. Mimo wszystko, czyli mimo politycznej wojny, która przekroczyła wszelkie rozsądne granice. I rzuca swój cień również na wybory samorządowe.

Oczywiście, że wybory samorządowe, w których startują kandydaci popierani przez konkretne ugrupowania polityczne, nigdy nie mogą być od wielkiej polityki całkowicie wolne.

Jednak ich istotą jest wyłonienie dobrych gospodarzy miast, miasteczek i gmin, a nie niespełnionych posłów i ministrów. Mieszkańcy wybierają burmistrzów i radnych po to, by ich najbliższe otoczenie sprawnie funkcjonowało. Samorządowcy mają zdejmować im z głowy problemy, a nie rozprawiać o kwestiach ideologicznych. Przynależność partyjna jest – a przynajmniej dotychczas była – na drugim miejscu. Dlatego w Rzeszowie na prawicowym Podkarpaciu przez lata wygrywał lewicowy Tadeuszu Ferenc. Dlatego kiedyś w Warszawie, uchodzącej za bastion liberalnego centrum, wygrał śp. Lech Kaczyński. Ludzie na polityków głosowali w wyborach parlamentarnych, natomiast w wyborach samorządowych oddawali głos na dobrych gospodarzy.

Jedną z najgorszych rzeczy dla młodej polskiej demokracji jest wdarcie się wielkiej polityki na poziom gmin. Skutkiem nie będzie to, że Polacy zachowają się w wyborach samorządowych tak, jak w wyborach do Sejmu i Senatu, to znaczy będą głosować na partie i ideologie, a nie na ludzi. Skutkiem będzie spadek wciąż bardzo wysokiego zaufania do naszych samorządów oraz coraz mniejsza frekwencja. Gminy nie zyskają gospodarzy, tylko czystej krwi polityków, dla których funkcja radnego albo wójta burmistrza, prezydenta miasta to tylko trampolina do większej kariery. A mieszkańcy stracą wiarę, że można coś zmienić i coś wspólnie zbudować.

Samorządowców, którzy wzięli udział w debacie Fundacji XBW i Instytutu Staszica, na pewno dzielą polityczne poglądy, ale łączy spojrzenie na rolę samorządów i samorządowców. I zrozumienie, że odejście od idei służenia ludziom i zaspokajania potrzeb małych wspólnot jest kresem idei samorządności. Z demokracją i jej instytucjami jest bowiem podobnie, jak z religią i Kościołem: jeżeli zetkniemy się z osobą, której postawa nijak się ma do oficjalnie głoszonych wartości, możemy na zawsze się zrazić i do instytucji, i do idei.

Taką samorządność – rozumianą jako służbę małym wspólnotom – promuje od lat Fundacja „Teraz Polska”. Każdego roku podczas uroczystej gali w warszawskim Teatrze Narodowym Godło „Teraz Polska” trafia nie tylko do przedsiębiorców, lecz również do przedstawicieli gmin. Tych gmin, które postawiły na rozwój, zmiany – w porozumieniu z mieszkańcami i przedsiębiorcami. Ich włodarze, niezależnie od środowiska, które reprezentują, służą mieszkańcom, nie polityce. Całkiem pokaźna lista laureatów napawa nadzieją, że jednak, mimo wszystko, etosu samorządu tak łatwo nie da się złamać.

Warszawa