updated 11:16 PM CEST, Apr 24, 2018
A+ A A-

Morawiecki - dobra zmiana?

Wyróżniony Mateusz Morawiecki Fot. Ministerstwo Rozwoju Mateusz Morawiecki

To dopiero się okaże. W każdym razie, zmiana mocno zaskakująca. Jakie były powody by wymieniać popularną Beatę Szydło i to w sytuacji świetnych notowań PiS. Takie zmiany przeprowadza się, gdy partia i rząd dołują, gdy trzeba dać wyraźny sygnał: zmieniamy na lepsze. Nowa twarz – nowa nadzieja. Przeważnie marketingowy efekt nowości przynosi choćby tymczasowy sukces. Tu, takiej potrzeby nie było. Możemy wiec tylko snuć przypuszczenia, co zrodziło się w głowie Jarosława Kaczyńskiego.

Mocno prawdopodobna przesłanka prowadzi do Brukseli, Berlina i Paryża.

Można psioczyć na Unię Europejską, obrażać przywódców unijnych potęg, przegrywać głosowania 1:27, ale dalszej perspektywie to ślepa uliczka.

Europejskie struktury działają mozolnie i opieszale, lecz ciągle drażniony koń w końcu po prostu kopnie. Jak wiadomo, kopanie się z koniem nie ma większego sensu, co zapewne Jarosław Kaczyński wie lub ktoś mu to skutecznie wytłumaczył.

Pewnie właśnie zrobił to Mateusz Morawiecki, rozumiejący doskonale nasze uzależnienie od europejskiej gospodarki i profity finansowe czerpane z Brukseli. I właśnie konieczność poprawy relacji, ocieplenia stosunków mogła skłonić prezesa do tak odważnej decyzji. Morawiecki w Brukseli, Berlinie czy Paryżu odbierany będzie lepiej niż ustępująca premier. W sprawach gospodarczych będzie też bardziej kompetentnym, co nie znaczy uległym, rozmówcą dla unijnych partnerów.

Kompetencje, to właśnie druga mocno prawdopodobna przesłanka. Tym razem chodzi o polską politykę.

Frakcje, spory o zakres kompetencji resortów, wyrywanie sobie władztwa nad sferami gospodarki i obsadą spółek skarbu państwa – z tymi problemami Beata Szydło średnio sobie radziła. Morawiecki, który kierował dużym bankiem i jak się wydaje skutecznie wdraża swoje wizje gospodarcze, jest w stanie te problemy rozwiązać. Po prostu, ma doświadczenie w zarządzaniu, a państwem rząd właśnie zarządza.

Trzecia przesłanka: poszerzenie elektoratu.

Wieloletni i zasłużeni działacze PiS od początku podejrzliwie patrzyli na byłego prezesa banku, w dodatku byłego doradcę Donalda Tuska.

Był z innego świata, pasował jak kwiatek do kożucha. Ale to właśnie okazało się teraz jego aktywem. Chcąc poszerzyć elektorat sięga się właśnie po kogoś takiego. Kogoś, kto przyciągnie miękki, umiarkowany elektorat wierząc, że radykalny PiS przybiera ludzką twarz.

Ale tu właśnie tkwi największe ryzyko całej operacji. Czy rzeczywiście dojdzie do poszerzenia elektoratu czy wręcz przeciwnie, do jego zawężenia. Ryzyko jest spore. W PiS są istotne segmenty elektoratu, dla których aktywa Morawieckiego będą zwane pasywami.

Pierwszy segment, to elektorat twardy, radykalny. Dla nich „bankster” w dobrym garniturze, z milionami na koncie może być nie do przyjęcia. Nie wygląda na człowieka, który wyprowadzi Polskę z UE, zajmować się będzie polityką historyczną, tropieniem szemranych układów funkcjonariuszy WSI i szukaniem kolejnych dowodów na zamach smoleński.

Drugi, to elektorat socjalny, kupiony przez PiS programem 500 plus, mieszkanie plus, obniżeniem wieku emerytalnego, darmowymi lekami dla seniorów. Czy ten facet ze złego banku (bo banki są złe z definicji), a nie np. z klubu Gazety Polskiej, ma wrażliwość społeczną. Czy były doradca Tuska w dobrze dobranym, drogim krawacie nie ograniczy socjalnych transferów, czy nie zabierze niby należnych pieniędzy?

Morawiecki ma spory problem, jak pogodzić sprzeczne przekazy a tym bardziej działania. Jak powiedzieć: nic złego się stanie, to nadal nasz stary, wspaniały PiS a jednocześnie: naprawiamy relację z UE, w kraju otwieramy się na nowe, bardziej liberalne segmenty elektoratu, dla których dotychczas PiS był po prostu niestrawny.

Warszawa