updated 11:16 PM CEST, Apr 24, 2018
A+ A A-

Szmelc za miliardy do lamusa

Wyróżniony Szmelc za miliardy do lamusa Wikipedia

W mijającym tygodniu - oprócz zaprzysiężenia nowego premiera, Mateusza Morawieckiego - szerokim echem odbiła się informacja o kiepskiej jakości śmigłowców typu Caracal, francusko-niemieckiego Airbusa.

To właśnie tego typu 50 maszyn miało być zakupione kosztem ponad 13 mld zł przez polską armię za czasów koalicji PO-PSL.

To właśnie ten zakup został wstrzymany dzięki, jak się okazało dalekowzrocznej, decyzji ministra Antoniego Macierewicza (oraz ówczesnego wicepremiera Mateusza Morawieckiego).

Przypomnijmy, że, jak poinformowała niezalezna.pl, „Szefowa francuskiego ministerstwa obrony Florence Parly poinformowała, że ponad trzy czwarte śmigłowców typu caracal, należących do Powietrznych Sił Zbrojnych, jest uziemionych ze względu na wysokie koszty ich naprawy. Parly przyznała, że w tej chwili dobrze funkcjonuje tylko niecała jedna czwarta posiadanych przez francuską armię caracali, czyli śmigłowców, które chciała Polsce sprzedać firma Airbus Helicopters - podaje rmf24.pl”. A jednocześnie „koszty napraw tych śmigłowców w ostatnich latach wzrosły dwukrotnie”.

Nie mogę nie podzielić się w tym miejscu osobistym wspomnieniem. Otóż, korzystając z zaproszenia wystosowanego do dziennikarzy, byłem świadkiem ogłaszania w Pałacu Prezydenckim przez prezydenta Bronisława Komorowskiego decyzji ówczesnego szefa MON, Tomasza Siemoniaka - obecnie czołowego krytyka ministra Macierewicza - o wyborze Caracali dla polskiego wojska. Naturalnie było to wówczas ogłoszone jako wielki sukces polskich władz, które dokonały „jedynie słusznego wyboru” (jedynie - bo ostatecznie „wybierano” jedynie ofertę Airbusa, wskutek odrzucenia ze względów formalnych ofert PZL-Mielec i PZL-Świdnik). Oznaczało to jednocześnie zgodę na pozbawienie obu fabryk intratnych zamówień, mogących zapewnić na całe lata tysiące miejsc pracy polskim fachowcom.

Ostatecznie do sprzedaży Caracali, na szczęście - jak się okazało - nie doszło. Oficjalnie nowe władze ogłosiły bowiem, że oferta Airbusa nie spełnia kryteriów, jakie polska strona stawiała wobec warunków tzw. offsetu - dodatkowych świadczeń, które wymagane są od zwycięzcy przetargu na dostawy sprzętu wojskowego. Oceniało je, a następnie odrzuciło ministerstwo rozwoju kierowane przez Mateusza Morawieckiego.

Słuszność tej decyzji potwierdził m.in. mjr. Michał Fiszer, wykładowca Collegium Civitas, który w styczniowym wywiadzie dla Rzeczpospolitej stwierdził, że „Caracale nie spełniały wszystkich wymagań polskiej armii” zaś „zerwanie umowy w sprawie ich zakupu było słuszne”. Ponadto, zdaniem Fiszera, „kontrakt nie doszedł do skutku także przez usztywnienie stanowiska Airbus Helicopters, który nie chciał się zgodzić na niektóre zasady offsetu i przekazania technologii”.

Tymczasem, jak niedawno informował kierowany przez Antoniego Macierewicza resort,

„w ciągu ostatnich dwóch lat w MON zawarto 250 umów na modernizację Sił Zbrojnych na kwotę blisko 20 mld zł, w tym 160 umów ulokowano w polskim przemyśle na kwotę ponad 13 mld zł. Co więcej, dzięki MON udało się uratować Stocznię Marynarki Wojennej; 800 mln zł zostało skierowanych do polskich stoczni, z tego ok. 80 proc. do stoczni podległych PGZ. Przychody Grupy wzrosły w ostatnim roku o 40 mln w tym o 56 proc. z eksportu, który teraz stanowi 16 proc. udziału w przychodach. „To pozwoli odzyskać polskiemu przemysłowi zbrojeniowemu pozycję międzynarodową”. M.in. na ponad 4,5 mld zł opiewa kontrakt z Hutą Stalowa Wola na zakup 96 samobieżnych 155-mm armatohaubic Krab. „Jest to największe zamówienie w polskiej zbrojeniówce od 1989 r. Pierwsze egzemplarze  już skierowano do 11 Mazurskiego Pułku Artylerii w Węgorzewie” - stwierdza MON.

Tak czy inaczej polska armia wymaga nowoczesnego sprzętu, w tym dostaw odpowiedniej jakości śmigłowców. Które z nich okażą się najlepsze i spełniają wymaganie stawiane im przez polską armię zadecyduje minister Macierewicz. To także do niego należy decyzja o wyborze m.in. nie mniej brakujących naszym żołnierzom okrętów podwodnych. Jak na razie spośród ofert: niemieckiej, szwedzkiej i francuskiej, które dotąd poznała opinia publiczna, najlepszą wydaje się propozycja Francuzów (Scorpene), bowiem - jako jedyna - obejmuje równolegle z okrętami - dostawę zamontowanych na nich pocisków manewrujących.

Dobrze, że francusko-polskie relacje ulegają ostatnio ociepleniu. Trzeba przy tym pamiętać o tym, że Francja będzie po brexicie, jedynym mocarstwem atomowym w Unii Europejskiej. Tym większego znaczenia nabierają nasze dwustronne kontakty z Paryżem.
 

Warszawa