updated 12:15 PM CEST, May 24, 2018
A+ A A-

Czas inwestycji

Wyróżniony Czas inwestycji

Wywiad z Michałem Czeredysem, prezesem giełdowej spółki Arcus zajmującej się sprzedażą drukarek japońskiej firmy Kyocera oraz oprogramowania dla przedsiębiorstw.

W roku 2014 firma zanotowała 126 mln zł przychodów, podczas gdy rok wcześniej było to 291 mln zł. Czy akcjonariusze mają powody do niepokoju?

Akcjonariusze nie muszą się niepokoić o kondycję firmy, dane te należy zinterpretować w pewnym kontekście. Przede wszystkim bardzo wysoka jest baza, z którą się porównujemy – wyniki 2013 roku były rekordowo wysokie. W 2013 roku nasze przychody przekroczyły 290 mln zł, na co wpływ miała realizacja dwóch dużych kontraktów, o wartości przekraczającej 120 mln zł, m. in. na dostawę liczników energii dla Energa Operatora. Był to rekordowy rok w historii firmy i wiadomo było, że powtórzenie wyniku w 2014 roku byłoby bardzo trudne.

Częściowo spadek obrotów jest też pochodną naszej strategii, która koncentruje się na – zmniejszaniu zaangażowania w sprzedaż urządzeń, na rzecz sprzedaży usług druku w modelu outsourcingowym. Sprzedajemy ich coraz więcej i dzięki nim odnotowujemy wzrost marży na sprzedaży – z 12 proc. w 2013 roku do 18 proc. w 2014 roku.

Na ubiegłoroczny wynik wpływ miały również wskaźniki makroekonomiczne. Niezbyt wysoki wzrost gospodarczy powodował, że wielu potencjalnych klientów, zarówno z sektora administracji publicznej jak i biznesu, odwlekało decyzję o inwestycjach. Z tego powodu realizacja niektórych dużych kontraktów przesunęła się w czasie. Ale po pierwszym kwartale 2015 roku możemy powiedzieć, że nastroje zdecydowanie się poprawiły.

Negatywny wpływ na zysk w 2014 roku miały odpisy aktualizujące aktywa niefinansowe na kwotę 4,3 mln zł. Z zysku skonsolidowanego Grupy Arcus musieliśmy wyłączyć zysk ze zbycia zorganizowanej części przedsiębiorstwa – w wyniku transakcji połączyliśmy zorganizowaną część przedsiębiorstwa Arcus z Synthea Business Solutions. Dzięki temu powstała firma Arcus Systemy Informatyczne zajmująca się outsourcingiem IT, wdrożeniami systemów ERP oraz komunikacji w oparciu o produkty Microsoft.

Czyli stratę może pan wytłumaczyć okresem inwestycji?

Niewątpliwie w 2014 roku ponosiliśmy koszty budowy bardzo silnego zespołu sprzedażowego, który zajmuje się oferowaniem usług IT. Wiązało się to z kosztami wyszkolenia i utrzymania pracowników oraz dostosowania organizacji do świadczenia dużych kontraktów usługowych. Duzi klienci wymagają specyficznej usługi – np. banki, które mają oddziały w centrach handlowych, otwarte również w niedzielę, oczekują szybkiej reakcji naszego serwisu przez siedem dni w tygodniu. Jesteśmy w stanie świadczyć takie usługi, ale zbudowanie takich kompetencji wymagało inwestycji.

Jaka jest strategia na 2015 rok?

Nie podajemy prognoz, ale już po pierwszym kwartale 2015 roku mogę powiedzieć, że plany, które sobie założyliśmy zostały zrealizowane. Dziś, ubiegłoroczne inwestycje generują przychody. To był nasz cel. Kontrakty outsourcingowe są rozliczane w długim okresie (od 36 do 60 miesięcy – przyp. red), tzn. zamiast jednorazowego zdarzenia, jest comiesięczna płatność. Stworzyliśmy już portfel kontraktów, który generuje przychody, i to wyższe niż planowaliśmy.

Czy pana zdaniem postępująca cyfryzacja pracy biurowej i przechodzenie na elektroniczne formy kontaktu nie ograniczy rynku druku?

Od 13 lat pracuję w firmach zajmujących się drukiem i od 13 lat słyszę, że ten rynek za chwilę się skończy. A dane pokazują, że rynek rośnie. Owszem, spada liczba maszyn – sami jako eksperci zachęcamy klienta, żeby kupował mniej urządzeń, za to bardziej wydajne. Zamiast kilkudziesięciu drukarek na biurkach, jedno urządzenie wielofunkcyjne na całe biuro, które pozwala na kilkukrotnie tańszy wydruk. Co ciekawe, mimo przechodzenia na dokumenty cyfrowe, np. faktury w formacie PDF, liczba drukowanych materiałów wcale nie maleje.

Rozmawiał KC

Warszawa