updated 2:28 PM CET, Dec 14, 2018
Na żywo:
A+ A A-

Szardża: Bazary, wieżowce, muzea, meczety (1)

  • Napisane przez Cezary Rudziński
  • Dział: Azja
Wyróżniony Szardża: Bazary, wieżowce, muzea, meczety (1) Fot.: Cezary Rudziński

Pierwszy raz o istnieniu państewka Szardża (Sharjah, od niedawna Ash-Shäriqa – Asz-Szarika, ale w powszechnym użyciu jest nadal jego stara nazwa), wówczas arabskiego szejkanatu na Półwyspie Arabskim nad Zatoką Perską, dowiedziałem się w latach 60. XX w. ze… znaczków pocztowych. Było to jeszcze przed odkryciem w tym regionie świata wielkich złóż ropy naftowej i powstaniem, w 1972 r., Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dosyć biedne wówczas arabskie kraiki dorabiały wydając znaczki o popularnej wśród filatelistów tematyce: kosmonautyka, sztuka – zwłaszcza malarstwo, sport.


Sprzedawane w świecie przede wszystkim już w ostemplowanych arkuszach. Co zwalniało tutejsze poczty do świadczenia usług, gdyby ktoś chciał nimi opłacić przesyłki. Wątpię zresztą, czy mieszkańcy tych szejkanatów widzieli je kiedykolwiek w tutejszych urzędach pocztowych. Nie wyobrażam sobie bowiem, aby w warunkach surowego islamu – w Szardży nadal obowiązuje np. absolutny zakaz nie tylko spożywania, ale także posiadania nawet niewielkich ilości alkoholu – mogli naklejać na listy znaczki, na których reprodukowano m.in. obrazy z kobiecymi aktami, perły europejskiego malarstwa.

Arabskie trójmiasto

Przekraczając w wiele lat później po raz kolejny, istniejącą tylko na papierze i w lokalnej administracji, granicę między Dubajem i Szardżą, stanowiącymi wraz z najdalej na północ położonym Adżmanem (Ajman) wielkie Trójmiasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, nawet uważnie obserwując trasę z okien autobusu, nie jestem w stanie ustalić, w którym momencie znalazłem się w sąsiednim emiracie. Po prostu przedmieścia Deiry, niegdyś samodzielnego szejkanatu, obecnie dzielnicy miasta Dubaj, położone wzdłuż międzyemirackiej szosy E-11 przechodzą płynnie w gąszcz wieżowców Szardży. Zbudowanych już w XXI wieku.
Bo emirat ten, trzeci pod względem powierzchni w ZEA, a drugi ludności – wielu ludzi mieszka tu, bo taniej, i dojeżdża do pracy w Dubaju, z sukcesami goni pod tym względem Dubaj i stołeczne Abu Zabi (Abu Dhabi). Mimo posiadania dwu enklaw: Fakkan i Dibba Al-Hisn nad Zatoką Omańską, obszar tego trzeciego państewka, podobnie jak pozostałych pięciu, jest maciupeńki w porównaniu z całością Emiratów liczących 83.600 km². Z czego 86% należy do, również najbogatszego, Abu Zabi. Po minięciu dużego, imponującego zespołu kilkudziesięciopiętrowych „drapaczy chmur”, zresztą nie jedynych w Szardży, nagle wylał się nam na głowę, na szczęście tylko w przenośni, kubeł lodowatej wody.

Dworzec autobusowy jak w Kozich Bobkach

Krańcowy przystanek piętrowych, nowoczesnych autobusów z Deiry znajduje się na „Międzynarodowym dworcu autobusowym” godnym PKS-u w Kozich Bobkach w najkoszmarniejszych latach PRL-u. Kilka stanowisk dla autobusów, parterowy budyneczek stacji, dosyć brudne toalety, jakie na nim widzę, są czymś niewyobrażalnym w czystych Emiratach. Przy czym ten koszmarek znajduje się w historycznym centrum Szardży, a tuż obok są zadbane tereny zielone, słynne suki – kryte hale targowe, nowoczesne ulice i budynki. Czegoś tak szokującego na tle otoczenia ani wcześniej, ani później w Emiratach nie widziałem.


Miasto to, przez wieki beduińska osada z fortem i portem morskim, szczyci się tym, że ludzie w tym miejscu mieszkali już ponad 5 tysięcy lat temu. Tyle, że niczym szczególnym nie zapisali się w dziejach nawet regionu. Z ważnych dat odnotowuje się, że w roku 1727 mieszkające tu beduińskie plemię Qawasim ogłosiło niezależność Szardży. Jej nazwa pochodzi prawdopodobnie od pogańskiego bożka Al-Shared. W 1820 r. jej szejk podpisał, podobnie jak sąsiednie arabskie państewka, Traktat Morski z Wielką Brytanią, stając się jej protektoratem. I dosyć ważnym porcikiem na morskim szlaku między Indiami i Europą. Co spowodowało, że szejkanat ten stał się jednym z najbogatszych wśród sąsiadów.

Islamska stolica kultury

Prawdziwa zamożność rozpoczęła się jednak dopiero od odkrycia złóż ropy naftowej i powstania, w 1972 r. ZEA. Współcześnie Szardża jest dynamicznie rozwijającym się centrum przemysłu, handlu i kultury, a ostatnio również turystyki. Odnotowującym w każdej z tych dziedzin znaczące sukcesy. Jeżeli chodzi o tę ostatnią, to magnesem przyciągającym ortodoksyjnych muzułmanów, a równocześnie zniechęcającym część europejskich turystów, jest wspomniany zakaz spożywania i posiadania alkoholu. Pamiętam, jak podczas pierwszego pobytu w Emiratach siedem lat temu jadąc z emiratu Fudżajra (Fujaitah) nad Zatoką Omańską do Dubaju musieliśmy nadłożyć drogi aby ominąć Szardżę, bo niektórzy uczestnicy wyjazdu mieli w walizkach resztki alkoholu i ostrzeżono nas, ze w przypadku kontroli może się to źle skończyć.
O randze Szardży, nie tylko w ramach ZEA, w dziedzinie kultury, świadczy najlepiej fakt, że w roku 2014 była ona Islamską Stolicą Kultury. Wspaniałe jest tutejsze Muzeum Cywilizacji Islamu, a także kilka innych. Przede wszystkim Sztuki, Morskie, Archeologii, Nauki, Kaligrafii oraz Historyczne w dawnym forcie Al-Hisn, czy Lotnictwa w innym starym forcie, Mahattah. Najważniejszym z nich poświęcę wkrótce osobne relacje, bo zasługują na to. Sławne są tutejsze suki – kryte bazary. Gdy szukałem malowniczego, ale prymitywnej budy, Targu Rybnego nad Laguną Chalida (Khalid Lagoon), który zapamiętałem z poprzedniego tu pobytu, drogowskazy i plan miasta zaprowadziły mnie do nowej, ogromnej hali targowej.

Pustki na targu rybnym

Dzieli się ona na dwie wysokie parterowe części, ścisłe oddzielone w połowie ich długości, ze względu na zapachy. Rybną i owoców morza oraz mięsną i owocowo-warzywną. Obie ogromne, oczywiście klimatyzowane, z kilkoma alejkami handlowymi i niezliczonymi, nowoczesnymi stoiskami zapewniającymi maksimum higieny. Nocne połowy sprzedaje się tu od godziny 5.00 rano. Wybór ryb, krabów, kalmarów itp. jest ogromny. Wiele oferowanych tu ryb widziałem po raz pierwszy – to fauna Oceanu Indyjskiego. Zaskoczyły mnie jednak pustki w tej hali. W godzinach przedpołudniowych – czyżby gospodynie zaopatrywały się o świcie? – więcej było sprzedających niż kupujących.
Nie mniej również to, że w tak nowoczesnym i ogromnym obiekcie, nie ma żadnej restauracji czy chociażby stoiska, na którym można by zjeść świeżo usmażone lub grillowane ryby bądź owoce morza. Podobne, niezrozumiałe pustki – ale nie towaru, bo tego jest w bród – są również w części mięsnej, owocowo-warzywnej i innych artykułów spożywczych. To samo zresztą na Centralnym Suku, nazywanym Niebieskim (od barwy zdobiących go majolikowych płytek) – Al-Marakazi. Piętrowym, z liczącymi po kilkaset metrów długości halami, z których – lub z galerii na piętrze – wchodzi się do poszczególnych sklepów. W jednej z jego części znajduje się słynny Suk Złota.

Warszawa