updated 11:59 AM CET, Dec 18, 2018
Na żywo:
A+ A A-

Liban: Wielki przyjaciel Armii Andersa

  • Napisane przez www.polskiecedry.com,Małgorzata Ziółkowska-Husami, E. G.Nachabe
  • Dział: Azja
Wyróżniony www.polskiecedry.com www.polskiecedry.com
Państwem, które jeszcze długo po II Wojnie Światowej uznawało polski rząd emigracyjny w Londynie, był Liban. 22 listopada ten kraj obchodzi Święto Niepodległości.Pamiętajmy o naszym przyjacielu!

Na mocy układu Sikorski-Majski, zawartego w 1943r. pomiędzy polskim a radzieckim rządem, oraz po zajęciu wschodnich terenów Polski przez, Armię Czerwoną w 1939r. Polacy, zesłani na Syberię uzyskali możliwość opuszczenia łagrów. Dołączyli oni do polskiej armii Gen. Władysława Andersa. W latach 1943-1946 poprzez Iran i Bliski Wschód około 6000 Polaków, głównie kobiet i dzieci, osiedliło się w Libanie. W tym okresie w Bejrucie przebywała już niewielka grupa Polaków, która dotarła tam przez Rumunię i Palestynę w latach 1939 -1942. .... Po przybyciu na miejsce uchodźcy pozostawali pod opieką Poselstwa Polskiego, od października 1943r. z posłem dr. Zygmuntem Zawadowskim na czele. Polskie Przedstawicielstwo w Bejrucie reprezentowało oficjalny Rząd Rzeczpospolitej Polskiej w Londynie, uznawany za prawowity przez władze libańskie.

To właśnie tu w Bejrucie pomagali im Polacy, jak pani Anna Miklasiewiczowa, która zorganizowała Komitet Pomocy Dzieciom Polskim, oraz pan Kotiużyński i dr Ludwik Monasterski, zarządzający Komitetem Pomocy Polakom. Od stycznia 1942r. działał tu w ramach międzynarodowych organizacji "Polski Czerwony Krzyż", zajmujący się pomocą charytatywną dla ocalonej polskiej ludności, znajdującej się w Libanie oraz w innych krajach.

Pani Halina Chojecka-Szeremeta we wstępie do książki "Pod cedrami Libanu" opisuje: "Bejrut jako miasto mojej młodości! Byłeś oazą po pustynnych i gorzkich latach spędzonych w Związku Sowieckim. Byłeś pierwszym miastem od wywiezienia z Polski, w którym mieszkałam w prawdziwym domu z pokojami i z łazienką. Przyjąłeś mnie z otwartymi rękoma: twoich uczelni, ulic, kościołów i kwiaciarni. Pachniałeś kwiatem pomarańczy i jaśminem, którego splecione girlandy zawieszałam na szyi, gdy lazurowymi wieczorami szłam na kawę, albo jeden kieliszek sherry (na co tylko było mnie stać) do nadbrzeżnych kafejek, albo raz czy dwa w życiu do St.George'a. Twój nieco francuski posmak cieszył mnie i upajał. Twoja zieleń i kwiaty sprawiały wrażenie, że wiecznie jest wiosna. Życzę ci szczęścia Bejrucie".

Liban okazał się przyjaznym miejscem dla przymusowych emigrantów wojennych, którzy chcieli kontynuować naukę lub rekonwalescencję zdrowotną. W Bhamdoun i Bhannes utworzono polskie sanatoria. Dzięki staraniom dyrektora opieki nad Polakami pana Kraczkiewicza oraz przy pomocy przedstawiciela Ministerstwa Informacji w Jerozolimie pana Kańskiego bejruckie radio "Lewant" transmitowało od listopada 1941r. codzienne, regularne programy dla Polskiej Armii na Bliskim Wschodzie, a od lutego 1942r. polskie audycje nadawane były dwa razy dziennie. W czerwcu 1943r. przybył do Libanu na wypoczynek gen. Władysław Sikorski i zatrzymał się w Brumanie, miejscowości położonej blisko stolicy w górach Libanu. W Bejrucie 27 czerwca po raz ostatni przemawiał przez radio, udając się następnie w swoją ostatnią, tragicznie zakończoną podróż. Wtedy także zapadła decyzja o utworzeniu w stolicy Libanu polskiego biura prasowego. Życie polskich uchodźców było w pełni zorganizowane. Na początku Polaków przyjmowano w obozie przejściowym w Bejrucie, a następnie osiedlano w Ghazir, Zouk-Mikael, Ajaltoun, Baladoun, Beit-Chabab, Roumie i Babdaat. Założono szkoły, małą polską bibliotekę z około 500 woluminami. Istniały też szpitale dla uchodźców oraz polski kościół w Ghazir. Pomiędzy gospodarzami a gośćmi nawiązały się przyjaźnie, które przetrwały długo po opuszczeniu Libanu przez uchodźców. Polacy - przymusowi emigranci oceniali pobyt w Libanie bardzo pozytywnie, nazywając swój nowy kraj "wyspą szczęśliwych".

Tak wspomina ten okres pan Andrzej Rutkowski: "Wczesną wiosną roku 1945 z małą grupą Polaków przybyliśmy z Teheranu poprzez Ahwas i Bagdad do Ghaziru. Zamieszkaliśmy w domu na górze przy pomniku Chrystusa. Z rodzicami byłem ja (15 lat) i mój brat o 6 lat młodszy i jeszcze parę osób. Nie było wtedy polskiej szkoły w Libanie. Liban wszystkich nas oczarował, wiosna, ciepło, góry pokryte kwitnącymi anemonami i niespotykana serdeczność ludności. Było jak w raju francusko-języcznym. Niestety, rodzice w związku z brakiem szkoły, wysłali mnie do Palestyny do Junackiej Szkoły Kadetów, która znajdowała się w miejscowości Barbara koło Aszkalenu. Po mnie przyjechali bracia Moszyńscy. Do Libanu przyjeżdżaliśmy na ferie. Najwspanialsze wakacje roku 1946, które wszyscy do dziś wspominamy i my w Polsce i mieszkający w Kanadzie Antek Stelmach (mieszkal prawie naprzeciwko p.Sławy). Wakacje spędziliśmy w Mameltain w domu p.Rafaeli Santi. W sąsiednim domu mieszkał Emir Joseph Sheihab. Morze w zatoce Jounieh było czyste jak kryształ, kąpaliśmy się przy skałkach gdzie jest obecnie Casino. W sierpniu 1947r. szkoła wyjechała do Anglii, a ja, po małych przygodach, dotarłem jesienią do Libanu. Chodziłem do Gimnazjum w Zouku. W marcu 1948r. odpłynęliśmy do Polski i przez Włochy dotarliśmy do PRL. W czasach stalinowskich po nocach śnił mi się Liban, nawet pastuchem mógłbym być ale w Libanie."

Ważnym rozdziałem w życiu emigrantów była organizacja polskiego szkolnictwa na różnym poziomie nauczania, tj. szkół powszechnych, gimnazjów o zróżnicowanym profilu kształcenia, liceum, a także kursów zawodowych. W sumie założono wtedy 15 placówek oświatowych, a rekordowa liczba uczniów w 1947r. wynosiła 1286 osób. Jednak największą ambicją polskich władz na uchodźctwie było zapewnienie wyższego wykształcenia pokoleniu młodzieży, która w przyszłości w nowej, niepodległej Polsce miała odbudować tak osłabione wojną polskie środowisko inteligenckie i naukowe. Liczba studentów na przestrzeni lat 1942-1950 zmieniała się wskutek ciągłego ruchu młodzieży. Ogółem przez Bejrut przeszło 400 polskich studentów, z których mniej więcej połowa uzyskała dyplomy ukończenia studiów, między innymi na Uniwersytecie Św. Józefa-USJ, w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych - ALBA oraz na Uniwersytecie Amerykańskim-AUB w Bejrucie. Studenci kształcili się w dziedzinach medycznych: stomatologia, farmacja, położnictwo, pielęgniarstwo; naukach społecznych i politycznych: prawo, filozofia, teologia, naukach ścisłych: chemia, fizyka, matematyka, architektura oraz studiowali sztuki piękne.

.Szczególne znaczenie miała decyzja polskich władz o wysłaniu dziewcząt, które ukończyły szkoły średnie w Teheranie, na studia do Bejrutu. Swoją postawą i chęcią do nauki polskie studentki "przetarły" libańskim koleżankom drogę do uzyskania wyższego wykształcenia w czasach i w regionie, gdzie dostęp do edukacji był możliwy przede wszystkim dla mężczyzn. AUB stworzyło specjalne kursy języka angielskiego, aby umożliwić Polkom podjęcie studiów, ponieważ w większości znały tylko język niemiecki lub francuski. W 1944r. wydział sztuki i nauki AUB przyjął 30 studentów, a wydział farmacji 10 studentów na rok zerowy - kursy przygotowawcze. Polki częściowo zostały zwolnione z czesnego, a resztę wydatków pokrywał Rząd Polski w Londynie. Pierwszą polską studentką, która ukończyła wydział dentystyczny w 1944r., otwierając możliwość studiów na tej specjalizacji kobietom libańskim, była Irena Bełżyńska, a jej siostra Jadwiga ukończyła z wyróżnienim Wydział Fizyki na AUB.Natomiast Pani Donata Kawka- Azzi rozpoczęła wykłady na Wydziale Pielęgniarstwa AUB.

Polskie studentki brały czynny udział w życiu uniwersyteckim. W 1943r. Felicja Fedorowicz została pierwszą kobietą - prezesem Klubu Współpracy Studenckiej (International Relations Club). Z kolei w 1946r. Polki wybrały swoją reprezentantkę do Studenckiej Organizacji Kobiet (Women Students Organization). Oto jak wspomina swoje lata szkolne spędzone w Libanie jedna z polskich studentek pani Irena Beaupré - Stankiewicz: "Na Uniwersytecie Amerykańskim w Bejrucie, profesorowie i koledzy studenci byli bardzo przyjaźni. Było niewiele arabskich kobiet studentek. Ja osobiście poznałam tylko jedną z nich bardzo dobrze - ona była córką sekretarza ambasady irańskiej. Była bardzo piękna i inteligentna, o pełnej życia osobowości, a jej ubranie zachwycało mnie. Wszyscy mężczyźni studenci, których wielu znałam, nie tylko z naszego roku studiów humanistycznych, lecz kilku z inżynierii i medycyny, zachowywali się w stosunku do nas jak dżentelmeni. Mieli bardzo dobre maniery, swobodny i bezpośredni kontakt, i wiele osobistego uroku (...) Amerykański Uniwersytet w Bejrucie był ciągle odróżniany przez swoją przedwojenną kurtuazję. (...) uniwersytet organizował przyjęcia towarzyskie pod gołym niebem, w ogrodach na cele dobroczynne; były także przedstawienia i występy amatorskiego teatru studenckiego i tzw. "księżycowe gale", albo pikniki przy świetle księżyca na plaży uniwersyteckiej, oświetlonej ogniskami, gdzie ustawiano rożen i gdzie można było tańczyć przy muzyce z gramofonu, pływać we wspaniałej, ciepłej, morskiej wodzie i ogólnie mówiąc spędzić cudownie czas."

.Polscy emigranci w Libanie stanowili grupę autonomiczną, nie posiadali libańskiego obywatelstwa, ale byli silną i wierną swojej ojczyźnie grupą narodową, o wielkiej dojrzałości obywatelskiej. Jako, że wielu z nich było osobami wykształconymi, często zajmującymi ważne stanowiska w przedwojennej Polsce, postanowili oni wykorzystać swoje doświadczenie na rzecz kraju, który ich tak gościnnie przyjął. Dla przykładu można wymienić Edwarda Romańskiego, który nie tylko wykładał w katedrze inżynierii wodnej AUB, ale również był ekspertem rządu libańskiego do spraw wodnych oraz w zakresie konstrukcji irygacyjnych, między innymi na rzece Litani. Karol Flecker, specjalista w zakresie farb i lakierów, zmodernizował tę gałąź przemysłu w Libanie, a Karol Schayer był jednym z najważniejszych przedstawicieli modernizmu w libańskiej architekturze. Zaś współpraca dr Stanisława Zaremby, z centrum studiów i badań matematyczno-fizycznych, zaowocowała opublikowaniem jego wykładów z dziedziny topologii elementarnej wielokątów. Ostateczny wyjazd uchodźców polskich z Libanu nastąpił w lipcu 1950r. i dodatkowo zimą 1951r. Los rozrzucił ich po całym świecie. Z braku szans na powrót do ojczyzny szukali swego miejsca w Europie Zachodniej i za Oceanem. Z ogólnej liczby około 6000 osób tylko 607 powróciło do Polski, co jest faktem bardzo znamiennym. Około 200 z nich nie wyjechało i zintegrowało się z dynamicznym społeczeństwem libańskim, wzbogacając życie kulturalne i naukowe kraju cedrów. Pozostali i osiedli tu w Libanie, zakładając rodziny w swojej drugiej ojczyźnie.
W dowód wdzięczności Rząd Polski przyznał ówczesnemu prezydentowi Libanu - Szeikowi Bechara El-Khoury najwyższe polskie odznaczenie - order Orła Białego, a premier Riad El-Solh, Minister Spraw Zagranicznych - Hamid Frangieh oraz Minister Skarbu - Hussein Oueyni i były Minister Spraw Zagranicznych - Henry Pharaon zostali odznaczeni orderem Polonia Restituta.

 

Warszawa