Ostrzeżenie
  • JFolder::pliki: Ścieżka nie jest folderem. Ścieżka: /home/kur365/domains/kurier365.pl/public_html/images/petra.
  • JFolder::pliki: Ścieżka nie jest folderem. Ścieżka: /home/kur365/domains/kurier365.pl/public_html/images/wadirum.
  • JFolder::pliki: Ścieżka nie jest folderem. Ścieżka: /home/kur365/domains/kurier365.pl/public_html/images/nebo.
  • Nie powiodło się załadowanie pliku XML.
Uwaga
  • There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery Pro plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/petra
  • There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery Pro plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/wadirum
  • There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery Pro plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/nebo
updated 11:16 PM CEST, Apr 24, 2018
A+ A A-

Jordania - pustynne królestwo

Wyróżniony Petra Al Khazneh - skarbiec, choć wiele na to wskazuje że grobowiec. Fot. Blanka i Tomasz Brzozowscy Petra Al Khazneh - skarbiec, choć wiele na to wskazuje że grobowiec.

Pamiętacie końcową scenę filmu Indiana Jones – ostatnia krucjata? Jeźdźcy wskakują na konie i pędem wpadają w wąski wąwóz. Jesteśmy w Jordanii, wędrujemy pieszo tym samym wąwozem skalnym tylko w odwrotnym kierunku - przed nami Petra. Przed nami też Nebo, Wadi Rum i Jerach.

{jumi [*4]}Różowe skalne miasto

Co chwilę mijają nas małe lekkie powozy, ciągnione przez osiołki, a w nich japońscy turyści. My wolimy ten cud natury, jakim jest kanion Siq, przejść na własnych nogach. Otaczają nas wznoszące się na kilkadziesiąt metrów ściany. Droga, którą idę zwęża się i rozszerza, jednak w najszerszym miejscu ma zaledwie kilkunaście metrów.
Idziemy „odkryć” słynną Petrę. Po niecałej półgodzinie marszu, między ciemnymi, ukrytymi w cieniu skałami otwiera się widok na oświetloną promieniami słonecznymi, miejscami pomarańczową a miejscami czerwoną fasadę skarbca Al-Kazneh. On też zagrał we wspomnianym filmie, w jego wnętrzach bohaterowie szukali świętego Gralla. Robimy pierwsze zdjęcia, a strażnik pilnujący zabytku radzi mi przyjść tutaj za kilka godzin, gdy zmieni się oświetlenie. Mamy nadzieję, że starczy czasu. Idziemy zwiedzać kamienny klejnot Jordanii.
Jedno z miejsc, dla których warto odwiedzić Jordanię - Petra - ma tajemniczą i bogatą przeszłość. W starożytności tutaj właśnie krzyżowały się dwa niezwykle ważne szlaki handlowe. Jedne ze wschodu na zachód, od Arabii i zatoki Perskiej do Morza Śródziemnego. Drugi – z północy na południe. Cztery wieki przed Chrystusem przywędrował w to miejsce koczowniczy lud Nabatejczyków. Szybko docenili strategiczne miejsce (znajduje się tu źródło wody zwane Doliną Mojżesza) i już niedługo Petra stała się znaczącym miastem handlowym. Rosła w siłę i nie dała się podbić ani wojskom Aleksandra Wielkiego ani Marka Antoniusza. W czasach Chrystusa nie było potężniejszego ośrodka handlu na Bliskim Wschodzie. Najprawdopodobniej Petra była ostatnim miejscem noclegu Trzech Króli, który wieźli złoto, kadzidło i mirrę – towary, którymi obok miedzi, ceramiki i żelaza najchętniej tutaj handlowano. Święty Paweł zaś ukrywał się tu po ucieczce z Damaszku. Rzymianom udało się podbić królestwo Nabatejczyków dopiero w II wieku n.e. Potem miasto padało łupem Arabów i krzyżowców. Znaczenie jego malało, bezpieczniejsze i wygodniejsze szlaki powstały gdzie indziej. Brukowaną Drogę Dioklecjana poprowadzono na północ od Petry, od stolicy Syrii Damaszku na północny wschód, nad Eufrat. Coraz więcej towarów zaczęto przewozić statkami. O Petrze przysypywanej powoli pustynnymi piaskami mało kto pamiętał. Na odkrycie musiała poczekać 700 lat. Johann Ludwig Burchardt (ten sam, który dotarł jako pierwszy do świątyni w Abu Simbel) do Petry dotarł w roku 1812. Przewodnicy arabscy nie pozwolili mu zwiedzić miasta, ale jego notatki pozwoliły innym na dalsze badania. Czternaście lat później kamienne miasto dokładnie opisał Leon de Laborde.
Przez wieki swej potęgi, dzięki gromadzonemu bogactwu, mieszkańców stać było na budowanie imponujących i bogato zdobionych domów i świątyń. Szacuje się, że w szczytowym momencie Petrę zamieszkiwało około 40 tysięcy ludzi. Z ich domów niewiele pozostało, były budowane z wysuszonej gliny. Przetrwały za to olbrzymie, wykute w skałach budowle. Naukowcy uważają, że większość z nich była grobowcami, część pełniła funkcje świątyń. Ozdobne malowidła, freski dawno już zniknęły. O świetności miasta świadczą rzeźbione kolumny, portale. Kilka minut spaceru od Al Khazneh mijamy ciąg wykutych w ciemnej skale grobowców i dochodzę do amfiteatru. Mógł pomieścić siedem tysięcy widzów i był wykorzystywany zarówno przez pierwszych mieszkańców, jaki Rzymian. Dalej dochodzimy do Alei Kolumn. Po prawej sąsiadujące ze sobą kolejne grobowce, rozmachem przypominajże raczej pałace. Każdy w nieco innym stylu, widać wpływy architektoniczne z Grecji. Jedna z budowli to grobowiec rzymskiego legata Sykstusa Florentinusa (z ok. 130 r). Między zachowanymi kolumnami idę brukowaną ulicą. Niegdyś po obu jej stronach stały domy kupców i rzemieślników. Na końcu, pod namiotami i daszkami, dwie restauracje – chwila na odpoczynek i łyk gorącej, mocnej herbaty.
Teraz czeka nas wspinaczka po schodach do drugiego najsłynniejszego zabytku Petry. Większość turystów jako środek lokomocji wybiera osiołki. Kiedy po kilku minutach mijają nas na wąskiej ścieżce pnącej się w górę, po minach i okrzykach strachu poznajemy, że żałują decyzji. Ich „wierzchowce” poganiane przez miejscowych "taksówkarzy" pędzą, podrzucając biednych jeźdźców. Ci zaś całą swoją uwagę muszą skupić na ratowaniu życia. Wolimy te trzy kwadranse się przemęczyć – mamy czas na podziwiane krajobrazu, na odpoczynek. Podobno do pokonania jest tutaj 800 stopni, jednak mało kto ma siłę to liczyć. Wreszcie jesteśmy. Przede nami największa z budowli Petry. Ściana monastyru Al Deir ma wymiary 45x50 m. Nazwę budowla zawdzięcza temu, iż była wykorzystywana jako klasztor bizantyński. I podobnie jak w skarbcu Al Khazneh – kolumny na dwóch kondygnacjach i okrągłe zwieńczenie kaplicy nad głównym wejściem. Wdrapujemy się na najwyższe w okolicy wzgórze – spotykamy tu mały punkt z pamiątkami: stolik, flaga jordańska, rozłożone pamiątki. Kilka zdjęć i powrót na dół, żeby wypić kolejną herbatę w małej kafejce pod wielkim kamieniem naprzeciwko monastyru. Potem powoli w dół, by przed zachodem słońca znaleźć się na początku doliny. Strażnik przy Al Khazneh miał rację. Warto było tutaj przyjść pod koniec dnia. Tym razem ściany skarbca płoną karmazynowo, im niżej tym kolor jest ciemniejszy, cięższy. Po kwadrancie ściany czernieją, wokół zapadają ciemności, czas powrotu…
{gallery}petra{/gallery}
Śladem Lawrence’a z Arabii
Wszystkie przewodniki po Jordanii wymieniają to miejsce jako drugą, po Petrze, największą atrakcję tego kraju. Cóż, trzeba to sprawdzić, a więc jazda na południe od kamiennego miasta.
Wielkie przestrzenie pustyni Wadi Rum najlepiej zwiedza się dżipami. Ruszają one z wioski Rum. Już po kilkunastu minutach jazdy zaczynamy rozumieć słynnego Lawrence’a z Arabii. Zakochał się w Wadi Rum podczas walk I wojny światowej. Swoje przygody, przyjaźń z Arabami, walkę opisał w książce „Siedem filarów mądrości”. Zaś pustynny etap życia pułkownika Thomasa Edwarda Lawrence’a został przeniesiony na ekran kinowy – „Lawrence z Arabii” (siedem Oscarów w roku 1962), w którym główną rolę zagrał Peter O’Toole. Teraz przewodnicy chętnie pokazują między innymi miejsca związane z tą postacią. A więc zespół skał noszących nazwę Siedem filarów mądrości oraz dawny obóz oddziałów arabskich. W nim, w kamieniu wykute głowy Lawrence’a i jego przyjaciela Fajsala. Cała wyprawa trwa kilka godzin. Najpiękniejsza jest tutaj orgia kolorów. Piasek mieni się paletą odmian żółci, pomarańczy, czerwieni. Skały bywają czarne, czerwone, białe, szare… A dookoła onieśmielające przestrzenie. W wąwozach w które wjeżdżamy skały tworzą naturalne amfiteatry, łuki, wielkie cokoły - jakby czekające na posągi mające na nich stanąć.
Nieprzypadkowo Lawrence napisał o tym miejscu „Tylko w snach dziecinnych krajobrazy bywają tak rozległe i ciche.”. Nam nieco przeszkadza warkot silników samochodowych, ale w na postojach, przez chwilę chociaż czujemy to, co autor tych słów. Szkoda, że tym razem nie mogę przenocować na pustyni.

{gallery}wadirum{/gallery}
Biblijne ślady
Większość z nas mówiąc o Ziemi Świętej myśli o Izraelu. Zapominamy o jordańskiej stronie rzeki Jordan. A przecież to tutaj właśnie miało miejsce wiele doniosłych wydarzeń ukazanych w Biblii. Przez te ziemie wędrowali m.in. Mojżesz, Hiob, Eliasz, Jan Chrzciciel. Rzekę Jordan właśnie ze wschodniego brzegu na zachodni przekraczali zarówno Jezus, Abraham, Jakub jak i Jan Chrzciciel. My rzeki nie przekroczymy, ale jedno ważne miejsce odwiedzimy. Żeby do niego dotrzeć jedziemy wzdłuż Morza Martwego. Na jednym ze wzgórz stoi zamieniona w słup soli żona Lota. Tutaj, gdzieś w okolicy, były dwa miasta - Sodoma i Gomora - zniszczone przez Boga. My stajemy na godzinę, żeby spróbować swoich umiejętności pływackich. Kładziemy się, jak dziesiątki innych turystów, na wodzie można nawet czytać gazetę. Woda ma zasolenie 25 proc. i jest przyjemnie ciepła. Jednak po wyjściu z niej trzeba koniecznie wziąć kąpiel– na szczęście na plaży jest kilka pryszniców. W tym czasie kilka osób, które traktują pobyt tutaj leczniczo naciera się błotem, które podobno ma zbawienne właściwości i pomaga leczyć na przykład łuszczycę. Powietrze nadmorskie pomaga leczyć choroby dróg oddechowych (np. astmę).
Niedaleko miasta Madaba znajduje się Góra Nebo. To z niej Mojżesz mógł spojrzeć na Ziemię Obiecaną, do które nie mógł wejść. Na niej też zmarł. Dostać się na szczyt jest łatwo, prowadzi tutaj droga, kilkadziesiąt metrów od szczytu jest parking. Obok parkingu stoi obelisk upamiętniający wizytę Jana Pawła II (w marcu 2000 roku). Spoglądał on na widoczne stąd Morze Martwe, dolinę Jordanu< Jerycho i Jerozolimę ze specjalnie ustawionej platformy widokowej. Służy ona teraz turystom. Obok stoi wąż miedziany na pamiątką chwili, gdy Bóg kazał Mojżeszowi umieścić na wysokim palu miedzianego węża, który uchroni od zarazy. Kilkadziesiąt metrów dalej stoi mały kościółek, a w środku pozostałości bizantyńskich mozaik.
Właśnie mozaiki są celem naszej następnego, krótkiego etapu. Jedziemy kilka kilometrów do miasta Madaba. Na posadzce miejscowego kościoła świętego Jerzego znajduje się słynna mozaika przedstawiająca Jerozolimę i okoliczne miasta. Pochodzi ona z VI wieku i ma wymiary 25 na 5 metrów. Na zachowanych fragmentach możemy z łatwością dostrzec Deltę Nilu, rzekę Jordan, główne miasta i wsie Ziemi Świętej. Madaba, zwłaszcza w czasach bizantyńskich, a głównie w wiekach V – VII słynęła swymi mozaikami. Ozdabiano nimi zarówno kościoły, jak i pałace i domy mieszkalne. Dzisiaj jest to jedyne miasto, w którym istnieje szkoła mozaikarzy.

{gallery}nebo{/gallery}
Rzymianie i Saladyn
Pora na dalszą wędrówkę śladami historii. Mijamy stolicę kraju i jedziemy dalej na północ.
Jerach – doskonale zachowane ruiny miasta grecko-rzymskiego noszą nazwę Pompeje Wschodu. Miasto należało do ligi skupiającej wolne miasta handlowe grecko-rzymskie – dekapolis.. Wtedy też przeżywało okres największej świetności, utrzymywało kontakty ze znanymi nam z Petry Nabateńczykami. Pozycję miasto zaczęło tracić w III wieku, gdy słabnąć zaczęła pozycja Rzymu. W roku 611 podbili je Persowie, 24 lata później Arabowie, zniszczeń dokończyła seria trzęsień ziemi.
Wchodzimy przez wielką Bramę Południową. Po lewej stronie resztki imponującego kiedyś hipodromu - 245 metrów długości i 52 metry szerokości. Dalej Plac owalny, otoczony kolumnadą w stylu jońskim - średnice mają 80 i 90 metrów. Od placu odchodzi długa na osiemset metrów ulica Kolumnowa. Obramowana kolumnami jońskimi i korynckimi prowadzi ku drugiemu krańcowi miasta. Tuż za nimi pozostałości kilkudziesięciu sklepów. Warto zboczyć do kilku świątyń stojących wzdłuż ulicy. Najważniejsze to katedra bizantyńska, kościół św. Teodora, świątynia Artemidy (11 z jej dawnych 12 kolumn wciąż stoi). Miasto miało dwa teatry (południowy i północny), oba  z doskonała akustyką. Często też odbywają się w nich spontaniczne koncerty grup muzycznych i zespołów z całego świata.
Drugi cel naszej wycieczki na północ pochodzi z czasów wypraw krzyżowych. Nie jest to jednak, jak większość na tych ziemiach, zamek krzyżowców, ale twierdza wybudowana w roku 1184 na rozkaz ich pogromcy, zdobywcy Jerozolimy – Saladyna przez jego kuzyna Izz ad-Din Sama. To zamek Qala at ar Rabad w Ajloun. Miał zabezpieczać przed wypadami krzyżowców szlaki handlowe między Jordanią a Syrią i ubezpieczać ewentualne marsze wojsk Saladyna.
Twierdza znajduje się na szczycie wzgórza dominującego nad całą okolicą. Z murów i wieży rozpościera się świetny widok na północną część doliny Jordanu. Jednocześnie wieża fortecy stanowiła jedno z miejsc, gdzie rozpalano ogień do przekazywania sygnałów świetlnych od Eufratu do Kairu. Zabytek często odwiedzają grupy szkolne, wszak twierdza jest symbolem sławy i potęgi jednego z największych przywódców arabskich średniowiecza.
Niestety czas powrotu. Zdecydowanie za mało mieliśmy czasy żeby poznać Jordanię. Ta wizyta to dopiero namiastka. Jeszcze tyle ścieżek do przewędrowania, tyle śladów. Nie tylko biblijnych, nie tylko po wyprawach krzyżowych. Bezpieczny kraj wśród pustyni. Przyjaźni, pogodni ludzie, ciepło, moc zabytków, moc historii – czegóż trzeba więcej. A jeszcze gdy wspomnimy smak herbaty w Petrze, wiemy, że musimy tutaj wrócić.

WASZE PODRÓŻE

Fotografie Blanka i Tomasz Brzozowscy.

Morze Martwe czytaj tutaj...

Recenzja książki "Kobieta na motocyklu" z wyprawy Anny Jackowskiej do Syrii i Jordanii czytaj tutaj....

{jumi [*6]}

Warszawa