A+ A A-

W bajecznej twierdzy Amber

  • Napisane przez Marzena Kądziela
  • Dział: Azja
Wyróżniony Twierdza Amber w Indiach fot. Marzena Kądziela Twierdza Amber w Indiach

Niesamowity widok, bajeczne wnętrza i zupełnie niepasujące do okolicy zielone ogrody. To czeka nas w twierdzy Amber, dawnej stolicy Radżastanu w Indiach. Trudy wspinaczki w gorącym słońcu zrekompensują nam doznania, jakich doświadczymy na górze.

Kilkanaście kilometrów od centrum Dżajpuru, stolicy Radżastanu w Indiach, znajduje się dawna stolica stanu - Amber. Ogromna twierdza, rozpostarta na wzgórzu, widoczna jest z daleka. Jak patrzymy z góry, widzimy rozległy teren. Było to powodem ulokowania tu fortecy mającej bronić władców przed najeźdźcami.

Twierdza powstała pod koniec XVI wieku, a jej budowniczym był radża Man Singh, radźpucki dowódca wojsk Dżalala ad-Din Muhammada Akbara. Akbar, który cesarzem został w wieku 13 lat, był bardzo inteligentnym i oświeconym władcą, starającym się zdobywać wpływy metodą mediacji. Bywał jednak bezwzględny wobec swych wrogów. Po pokonaniu oponentów pod Chitor rozkazał wmurować ich głowy w wieżę.

W kolejnych latach twierdzę Amber, która jest znakomitym przykładem architektury radźpuckiej, rozbudował Dźaj Singh.

Tuk-tuk, terenówka albo grzbiet słonia

Do Amber z Dżajpuru można dojechać autobusem albo tuk-tukiem zwanym tu „buba–expres". Oczywiście cenę przewozu należy uzgodnić z kierującym na początku, by później nie być zaskoczonym. Po negocjacjach zazwyczaj i turyści i kierowca są zadowoleni.

Do twierdzy można dojść pieszo, ale ze względu na potworny upał, jaki tu zazwyczaj panuje, jest to niezwykle męczące. Poza tym spaliny samochodów terenowych, mijających pieszych, nie są przyjemne. Warto więc taką taksówkę–terenówkę wynająć, by siły zostawić sobie na wędrówki po terenie fortecy.

Bardzo popularnym sposobem dostania się na wzgórze jest podróż na grzbiecie słonia. Też chciałam tego spróbować. Od pomysłu słoniowej przejażdżki odwiódł mnie hinduski przewodnik, Vikram. Opowiadał, że kiedyś kilka słoni wpadło w szał i stratowało dwie niemieckie turystki. Po badaniach, jakie przeszły ogromne czworonogi, okazało się, że wiele z nich cierpi na psychiczną chorobę spowodowaną zapewne nie tylko stresem, ale i wysoką temperaturą powietrza. W naturalnych warunkach zwierzęta chronią się przed słońcem w buszu, w cieniu drzew. Tu żywy transport pracuje bez wytchnienia, wiele godzin dziennie.
Wsiadamy więc w zdezelowany pojazd i ruszamy w górę.

Przeciąg i zakamuflowane okna

Ze wzgórza rozpościera się wspaniały widok na całą okolicę. Szukamy cienia, z którego można oglądać wzgórza, jezioro, wioski. Cień znajdujemy na wielkim dziedzińcu, pod dachem, gdzie przyjmowani byli goście przybywający tu ze skargami lub prośbami. Jak tłumaczy przewodnik, taki dziedziniec był bardzo dokładnie zaplanowany, aby goście oczekujący na władcę czy już się z nim spotykający, mieli komfort ze względu na swoisty „przeciąg". A to w klimacie, gdzie temperatura niejednokrotnie dochodzi do 50 stopni Celsjusza, jest prawdziwym rarytasem.

Władcy islamscy, zgodnie z Koranem mogli mieć cztery żony. I dlatego też w budynkach otaczających dziedziniec spotykamy cztery nieco zamaskowane okna w wykuszach. Żony nie uczestniczyły w życiu towarzyskim, ale mogły je obserwować zza okiennych krat, same nie będąc widoczne.

Zielony szok

Z okratowanych galerii otaczających Diwan-i-Am, czyli Salę Audiencji Publicznych można oglądać całą okolicę, której podstawową barwą jest piaskowy beż jałowych gór. Po tym beżowym krajobrazie każdy przeżywa szok, gdy przekroczy bramę ozdobioną misternymi mozaikami i rzeźbami. Brama ta prowadzi do apartamentów prywatnych, w których mieszkał maharadża. Wstęp mieli tu jedynie wybrani goście władcy. Ogromne wrażenie robią zielone trawniki, drzewka, kwiaty, sztuczny cicho szemrzący strumyk, który doprowadzono nawet do jednego z pokoi. Ten pokój zwany Salą Przyjemności posiada inkrustowane kością słoniową drzwi. Niewątpliwie nazwa jest adekwatna do tego, co mieszkańcy i wybrani goście mogli tu spotkać: cień i przyjemny chłód dochodzący od wartko płynącego strumyka.

Zresztą, wrażenie robią nie tylko tak różne od otoczenia fortu ogrody. Piękna Sala Zwycięstw zdobiona jest tysiącami luster i lusterek oraz różnej wielkości i barw świecidełkami. Po kilku pomieszczeniach tej sali chodzi się jak po skarbcu.

Sari, turbany i uśmiech

Powróciwszy na zacieniony dziedziniec, przyglądałam się hinduskim rodzinom, które tego dnia tłumnie odwiedzały Amber. Podziwiałam cudownie kolorowe sari, w które okręcone były kobiety. Z zachwytem patrzyłam na przystojnych mężczyzn z sumiastymi, często podkręconymi wąsami albo brodami. Na głowach mieli czarne lub kolorowe turbany. Miejscowi okazywali nam wiele serdeczności. Dzięki temu przywieźliśmy z podróży nie tylko piękne fotografie twierdzy i indyjskiego krajobrazu, ale również zdjęcia uśmiechniętych, przyjaznych Hindusów.

{jumi [*6]}

Warszawa