Ostrzeżenie
  • JFolder::pliki: Ścieżka nie jest folderem. Ścieżka: /home/kur365/domains/kurier365.pl/public_html/images/2043.
  • Nie powiodło się załadowanie pliku XML.
Uwaga
  • There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery Pro plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/2043
A+ A A-

Podróże GLOBTROTERA - odkrywanie Rumunii

  • Napisane przez Cezary Rudziński
  • Dział: Europa
Podróże GLOBTROTERA - odkrywanie Rumunii Fot. Cezary Rudziński

Rumunia nie jest  zbyt licznie odwiedzana przez Polaków, choć w latach 60.-80. XX w. popularne były wyjazdy do błot i źródeł uzdrowiska Mamaia i na czarnomorskie plaże, m.in. do Konstancy, miejsca zesłania rzymskiego poety – Owidiusza.

{jumi [*4]}W tamtych czasach wybór kierunków podróży turystycznych i wypoczynkowych był niewielki. Okres przemian ustrojowych – przejścia od komunistycznej dyktatury do państwa demokratycznego i członkostwa w Unii Europejskiej, Rumunia przeszła dosyć ciężko. Ze strajkami, starciami zbrojnymi i ofiarami śmiertelnymi, załamaniem gospodarki oraz ubóstwem większości społeczeństwa. Fatalną opinię zrobili jej, nie tylko zresztą u nas, rumuńscy Cyganie tłumnie emigrujący do zamożniejszych państw. W rezultacie dla wielu, zwłaszcza gorzej wykształconych ludzi, Rom stał się synonimem Rumuna, a kraj nadal przez wielu postrzegany jest jako zacofany, ubogi i... mało ciekawy.

Jest to obraz z gruntu fałszywy, choć do zamożności na przeciętnym, europejskim poziomie oraz nowoczesności Rumunii mają przed sobą jeszcze dłuższą i trudniejszą drogę niż my. Robią jednak wiele, także dzięki środkom unijnym, aby dystans ten skracać. Jest to kraj nie tylko ciekawy, ale wręcz fascynujący, z niezliczonymi zabytkowymi miastami, twierdzami, świątyniami, a nawet całymi regionami, że wymienię przykładowo Bukowinę, mołdawskie klasztory i skarby przeszłości Siedmiogrodu. Wiedzą o tym ci, którzy zdołali go chociaż trochę poznać i jest to najlepszy sposób, aby zmienić o nim opinię.

{gallery}2043{/gallery}

Doskonale rozumieją to rumuńscy specjaliści w dziedzinie turystyki. Ruxandra Ana, Dyrektor Ośrodka Informacji Turystycznej Rumunii w Warszawie przygotowała program 10-dniowej podróży studyjnej dla kilkunastu polskich dziennikarzy turystycznych po atrakcyjnych miejscach Rumunii. Program, dodam, bardzo ciekawy, chociaż w nielicznych jego punktach oczekiwania gospodarzy na zainteresowanie nimi polskich turystów mogą okazać się złudne. Jednak większość z nich należy do europejskiej, a nawet światowej (Lista Dziedzictwa UNESCO) czołówki, chociaż u nas, niestety, są jak na razie, niemal nieznane. I to warto, a nawet trzeba zmienić!

Byłem jednym z uczestników tego wyjazdu i wróciłem urzeczony pięknem, zabytkami oraz atrakcjami miejsc które mogliśmy poznać. Wprawdzie w przeszłości bywałem w Rumunii kilkakrotnie, ale po długiej przerwie odkryłem ten kraj na nowo. Większość zabytkowych miast na naszej trasie, prowadzącej przede wszystkim drogami Siedmiogrodu, takich jak Braszow, Sighişoara, Alba Julia, Szybin i – oczywiście – stołeczny Bukareszt, wymaga osobnej prezentacji, podobnie jak unikatowe w skali europejskiej Zamki Chłopskie, twierdze i zamki obronne, świątynie trzech chrześcijańskich religii oraz synagogi i urocze zabytkowe miasteczka. Ograniczę się tylko do wstępnej relacji z podróży oraz wrażeń, szczegóły odkładając do następnych publikacji.

Podróż zaczęliśmy i zakończyliśmy w Bukareszcie. Pozwoliło mi to odświeżyć znajomość miasta nazywanego od przełomu XIX i XX wieku Paryżem Bałkanów oraz zobaczyć to, co jeszcze nie istniało podczas mojego ostatniego pobytu w rumuńskiej stolicy. Przede wszystkim gigantyczny – podobno znajdujący się na 2. miejscu w świecie pod względem łącznej powierzchni – Pałac Republiki, który zbudowano, aby zrealizować idee fix rozstrzelanego później komunistycznego dyktatora Nicolae Ceausescu, na wyburzonym fragmencie miasta.

Z pewnym zaskoczeniem stwierdziłem, że informacje o skali związanych z tym zniszczeń zabytków i miasta okazały się grubo przesadzone. Nie zmieniła się, a wręcz wzbogaciła, jego struktura: szerokich alei i bulwarów. Nawiasem mówiąc zatłoczonych nie gorzej niż ulice warszawskie nowoczesnymi samochodami, których w Bukareszcie jest, jak się tam mówi „tyle samo co mieszkańców". A tych jest już niemal 2,5 mln. Są to arterie, o jakich nawet nie możemy marzyć w Warszawie, a nawet Madryt, nie mówiąc już o Paryżu, Berlinie, Rzymie czy Wiedniu, ustępuje pod tym względem rumuńskiej stolicy.

Wszystkie znaczące budowle: Ateneum – Filharmonia, opera, teatry, a także zabytkowe (najstarsze pamiętają XIV – XV wiek) cerkwie i cerkiewki są nadal na swoim miejscu. Świątynie są pieczołowicie restaurowane, czego świetnym przykładem może być Sobór Patriarchalny  lub obudowane tylko o wiele od nich wyższymi domami, zabytkowe cerkiewki przy bulwarach: Georgie Magheru czy Iona Brătianu. Przybyło sporo nowoczesnych budowli, m.in. centrum finansowe Bucharest Financiel Plaza i wysoki, szklany gmach hotelu Nowotel, dobudowany do zabytkowej fasady starszej budowli.

Czymś niezwykłym okazały się Chłopskie Zamki. Unikatowe w Europie, gdyż zbudowane w celach obrony przed najazdami Tatarów, Turków i sąsiadów przez samych mieszkańców, lub przejęte przez nich po klasztorach. Ich przykładem mogą być miejscowości Răşnov i Bran, osady z ulicami, szkołą, studniami, magazynami itp., usytuowane na szczycie niedostępnej góry, nad przepaściami, otoczone potężnymi obwarowaniami.

Analogiczny charakter miały tamtejsze średniowieczne kościoły obronne. Potężne, kamienne, otoczone solidnymi, grubymi i wysokimi murami, z korytarzami biegnącymi dookoła murów i wejściami po stromych drewnianych schodach przy ówczesnej technice wojennej rzeczywiście nie do zdobycia. Do murów, po ich wewnętrznej stronie, jak gdyby przyklejono niezliczone pomieszczenia dla mieszkańców okolicznych wsi i miasteczek oraz ich dobytku.

Byliśmy w takich w miejscowościach: Hărman, Prejmer i Orăştie. Jako ciekawostkę można przytoczyć, że pomieszczenia dla proboszcza czy wikarych są przyklejone do kościelnej nawy od zewnątrz, jak jaskółcze gniazda, na wysokości piętra. Dostać się do nich można tylko po bardzo stromych i wąskich drewnianych schodach. Jakoś trudno mi było wyobrazić sobie korzystających z takich plebanii naszych współczesnych, przeważnie dobrze odkarmionych księży. Zwłaszcza „po kielichu".

Na naszej trasie znalazły się również inne zamki i twierdze. Zarówno tak rozległe, jak cytadela w Alba Julia, czy Górne Miasto w Sigişoarze lub potężny, w trakcie rewaloryzacji przy pomocy środków zagranicznych, Zamek Hunyadiego na obrzeżu miasta Hunedoara.Widzieliśmy położoną na szczycie niedostępnej góry główną siedzibę sławnego „wampira" Drakuli – Vlada Palovnika, ruiny zamku Poienari.

Wielkim przeżyciem były wizyty w niezliczonych świątyniach i możliwość obejrzenia znajdujących się w nich, lub na ich murach zewnętrznych, stropach i ścianach arkad, dzieł sztuki sakralnej, zwłaszcza w Braszowie, Hârmanie, Prejmerze, Sigişoarze, Biertanie, Sybinie czy – leżącej już na terenie historycznej Wołoszczyzny, Curtea de Argeş. Nawet w wiosce Râşinari, jest świątynia (XVIII w.) p.w. św. Paraschivy (Praskiewii) pokryta z zewnątrz i wewnątrz freskami z podobiznami świętych, władców, lub świętych, z których jeden – w stroju rycerskim i z włócznią, ma, jak bogowie antycznego Egiptu, głowę zwierzęcia. W tej cerkwi znajduje się też, datowana na XIII wiek, ikona Adama i Ewy w Raju.

To co zobaczyliśmy, było często oszałamiające. Przy okazji natrafialiśmy na poloniki i ciekawostki. Np. w kościele protestanckim, tzw. klasztornym, w Sigişoarze, wśród czterech herbów na ścianie drewnianych ław – herb Stefana Batorego. A w innym miejscu tej świątyni wspaniały dyptyk namalowany przez Jana Stwosza, syna sławnego Wita. Natomiast w katedrze katolickiej w Alba Julia – sarkofag Izabeli Jagiellonki. Moc wrażeń dostarczyło nam oglądanie centrów starych miast, zwłaszcza we wspomnianej już kilkakrotnie Sigişoarze i Sybinie, z wysokich wież lub z miejskich murów.

Poza interesującymi miastami i miasteczkami, zabytkami, muzeami, świątyniami itp. trochę też „liznęliśmy" rumuńskiej kuchni, poznaliśmy ciekawych ludzi, zobaczyliśmy fragment lokalnego życia. Więcej o tym – wkrótce.

{jumi [*6]}

 

Warszawa