Ostrzeżenie
  • JFolder::pliki: Ścieżka nie jest folderem. Ścieżka: /home/kur365/domains/kurier365.pl/public_html/images/23649.
  • Nie powiodło się załadowanie pliku XML.
Uwaga
  • There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery Pro plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/23649
updated 8:13 PM CET, Jan 17, 2019
Na żywo:
A+ A A-

Podróże Globtrotera: Przez kraje Bałtów (1)

  • Napisane przez Cezary Rudziński
  • Dział: Europa
Wyróżniony Podróże Globtrotera: Przez kraje Bałtów (1) Fot.: Cezary Rudziński

Litwa, Łotwa i Estonia były celem pierwszej w 2016 r. zagranicznej podróży grupy członków Stowarzyszenia Dziennikarzy – Podróżników „Globtroter", jego przyjaciół i sympatyków. Wyjazd autokarowy zorganizowało Biuro Podróży „Bezkresy" z Warszawy, a pilotem był jego szef, Waldemar Ławecki, z wykształcenia historyk. Dzięki czemu na trasie wzbogacał wiedzę uczestników o wiele mało, lub przez większość w ogóle nieznanych szczegółów na temat zwiedzanych lub mijanych miejsc oraz obiektów.


Estonii, najdalej położonej od Polski spośród krajów określanych jako „poradzieckie" nadbałtyckie, nie zamieszkują oczywiście Bałtowie, lecz obok mniejszości słowiańskich, głównie rosyjskiej, ludność grupy ugrofińskiej. Ze względu jednak na wielokrotnie wspólną, także odległą przeszłość, te trzy państwa traktowane są powszechnie jako jeden region. Pomimo istniejących między nimi różnic nie tylko językowych. Nawet większość przewodników turystycznych łączy je w jednym tomie. Obecnie należą one, tak jak Polska, do Unii Europejskiej, NATO i strefy Schengen. Mają też wspólną walutę – euro, co znakomicie ułatwia podróżowanie po nich.

3000 kilometrów

Licząca niemal 3000 kilometrów trasa naszej podróży prowadziła przez zachodnią, nadbałtycką, a następnie północną część Litwy do łotewskiej stolicy Rygi i dalej na północ wzdłuż Bałtyku, z pętlą na wschód tego kraju, do Estonii. A w niej na najdalej na zachód wysuniętą, a zarazem największą wyspę Saaremaa, z niej zaś trasą zachodnią do stołecznego Tallina – krańcowego i najdalej na północy położonego punktu całej podróży. I powrotu z niego trasą wschodnią przez Estonię, ponownie przez Łotwę, ale już z pominięciem Rygi. Oraz dalej na południe przez Litwę z noclegiem w Kownie.
I, oczywiście, zwiedzaniem tego drugiego pod względem wielkości oraz znaczenia litewskiego miasta. W programie znalazło się również poznawanie około dwudziestu innych miejscowości i znajdujących się w nich zabytków. Niemal wszystkich uważanych za najważniejsze w tych krajach. Z pominięciem Wilna i jego okolic z Trokami, gdyż ogromna większość uczestników tego wyjazdu już w nich była, niektórzy parokrotnie. Poza tym jakie–takie poznanie litewskiej stolicy i związanych w niej z naszą wspólną historią i kulturą miejsc, wymaga co najmniej trzech dni. A najlepiej osobnego tam wyjazdu.

Kłajpeda i nowa ekspozycja Muzeum Bursztynów

Większość miast, zamków i pałaców oraz innych wartych poznania miejsc, które odwiedziliśmy podczas tej podróży, zasługuje na bardziej szczegółową, osobną prezentację na naszych łamach, co zapowiadam już wkrótce. Na razie ograniczając się w tej relacji do pobieżnego ich przedstawienia. Zwiedzanie zaczęliśmy od Kłajpedy, jedynego, jeżeli pominąć małe rybackie w Šventoji oraz na Mierzei Kurońskiej, litewskiego portu morskiego nad Bałtykiem. Podobnie jak niektórzy uczestnicy tego wyjazdu byłem w niej już poprzednio, nawet kilkakrotnie.

{gallery}23649{/gallery}
Ale zobaczenie ponownie znanych już miejsc pozwoliło mi zauważyć zmiany, jakie w niej zaszły. Podobnie w „letniej stolicy Litwy", nadmorskim kurorcie Połąga. W tej drugiej, obok nowych, lub odrestaurowanych budynków, zwłaszcza, chociaż nie tylko, przy biegnącej do morza oraz mola promenadzie – ulicy Jonasa Basanavičiusa, miłym dla mnie zaskoczeniem okazało się wyremontowanie - w czasie jaki upłynął od mojego poprzedniego, trochę dłuższego tu pobytu - pałacu Tyszkiewiczów oraz mieszczącego się w nim muzeum. Z generalną i bardzo sensowną zmianą na nową, ekspozycji szczególnie bogatych zbiorów bursztynów.

Góra Krzyży i wspaniały pałac Rundale

Więcej na ten temat napiszę już osobno. Podobnie jak o sławnej Górze Krzyży koło Szawli, na której stoją ich już chyba nie dziesiątki lecz setki tysięcy. Od wielkich i starych, po maleńkie, przynoszone oraz ustawiane lub po prostu kładzione w różnych miejscach przez pątników i uczestników wycieczek. Dostrzegłem wśród nich, i sfotografowałem, również nieliczne prawosławne oraz Gwiazdę Dawida. Wkrótce po przekroczeniu granicy z Łotwą spotkało nas pierwsze mocne zaskoczenie: duży zespół pałacowo-ogrodowy Rundale, najwspanialszy barokowy w tym kraju. Z ciekawą historią, przepięknymi wnętrzami i ich wyposażeniem.
I, co dla dziennikarzy jest szczególnie ważne, możliwością fotografowania ich praktycznie bez ograniczeń. Później była Ryga z dwoma noclegami i zwiedzaniem jej wieczorem oraz, już z doskonałą polskojęzyczną przewodniczką, w dzień. Od mojego poprzedniego pobytu w łotewskiej, podobnie jak estońskiej stolicy upłynęło już ponad pół wieku. Nowych wrażeń było więc mnóstwo. Zarówno podczas oglądania Starówki i jej zabytków, jak i największego w świecie – podobno ponad 800 budynków – w stylu secesji. Szkoda, że jeszcze wiele z nich czeka na kapitalną rewaloryzację.

Na estońskich wyspach

Jak i wypadu do Parku Narodowego rzeki Gauja i stojących w nim ruin pokrzyżackich zamków Sigulda i Turaida. Oraz zwiedzenie, jednych z największych w Europie, ryskich hal targowych ze szczególnie bogato zaopatrzonymi stoiskami rybnymi. Niestety ceny nie zachęcały do większych zakupów. To dla nas drogi kraj, podobnie jak sąsiadująca z nim od północy Estonia. Wspomnę tylko, że jeden przejazd komunikacją miejską w Rydze, podobnie zresztą w Tallinie, kosztuje aż 2 euro! Chyba najdrożej w kontynentalnej Europie. A przeciętne zarobki w obu tych krajach są, w przeliczeniu, znacznie niższe niż u nas.
Zwiedzanie Estonii zaczęliśmy, po przekroczeniu jej granicy nad Bałtykiem i przejechaniu obok kurortu Parnawa – korki przy wyjeździe z Rygi i godziny odpływania promów wykluczyły, niestety, chociażby przejechanie przezeń – do przystani w Virtsu. Skąd był 20-minutowy rejs promem morskim na niewielką, ale ciekawą, już z północnymi krajobrazami, wyspę Muhu. I dalej szosą biegnącą po grobli na największą i najdalej wysuniętą na zachód Estonii wyspę Saaremaa do jej głównego miasteczka Kuressaare, w którym stoi dawny zamek biskupi. W drodze powrotnej zaś zwiedzenie na Muhu bardzo ciekawego skansenu.

Polskie ślady

Przy czym żywego, gdyż w wielu zabytkowych domach i zagrodach nadal toczy się normalne życie. I kolejne dwie noce w Tallinie, z całodziennym zwiedzaniem tego pięknego, malowniczo położonego miasta i jego zabytków. Więcej o nim i o ciekawych obiektach napiszę, podobnie jak o innych już wymienionych, osobno.

Warszawa