Ostrzeżenie
  • JFolder::pliki: Ścieżka nie jest folderem. Ścieżka: /home/kur365/domains/kurier365.pl/public_html/images/438.
  • Nie powiodło się załadowanie pliku XML.
Uwaga
  • There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery Pro plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/438
updated 1:15 PM CET, Nov 20, 2018
Na żywo:
A+ A A-

Wyspa na styku kontynentów

  • Napisane przez Krystyna Słomka
  • Dział: Europa
Wyróżniony Wyspa na styku kontynentów www.sxc.hu
Sądzę, że o wyspie tej Bóg zapomniał, nie doprowadzając dzieła jej stworzenia do końca. Ład i bezruch są bowiem Islandii nieznane i żywioły wciąż walczą o dominację.
{jumi [*4]}Wrzące wulkany ścierają się z mroźnymi lodowcami, a aktywność obszarów geotermalnych zdradza niezmierzone siły więzione we wnętrzu wyspy. Doprowadzają one do uwalniania się zgromadzonych pod ogromnym ciśnieniem gorących gazów i pary wodnej, wyziewów wydobywających się z kraterów lub pęknięć stożka, wulkanicznych wybuchów lawy, a częściej - do jej wypływów z tektonicznych szczelin. To wszystko można dostrzec. Lecz wulkany wybuchają często podstępnie, pod lodem, a jedynym tego objawem są gwałtowne wezbrania rzek i kataklizmy, powodowane błyskawicznym tajaniem mas lodu.


Lodowe olbrzymy

Lodowce przykrywają 12.000 km kw. Islandii. Tak ogromna połać lodu to głównie Vatnajökull zajmujący 8.400 km kw. Gdyby nie Antarktyda i Grenlandia, okazałoby się, że Vatnajökull wraz z innymi islandzkimi lodowcami byłby największą na ziemi lodową czaszą.

Bo jest to prawdziwy olbrzym: 150 kilometrów szeroki ma w południowej części warstwę lodu grubą na 600 metrów, miejscami przekraczającą nawet 1.000 metrów! Co ciekawsze, leży na bazaltowym, wulkanicznym masywie i nakrywa strefę niezwykle aktywną: 400 metrów pod lodem skrywa się wulkan Grimsvottn, a jego kaldera to wielkie podlodowcowe jezioro. Wulkan przypomina o sobie od czasu do czasu, a erupcja w 1996 r. wywołała katastrofalne w przebiegu zjawisko.

Zaczęło się miesiąc wcześniej trzęsieniem ziemi i wzmożoną aktywnością wulkanu: przez pięć dni pękała i odpadała lodowa skorupa, odsłaniając 6-kilometrowy grzbiet podłoża, a przez kolejnych dziesięć -seria erupcji wyrzucała w niebo gazy i parę na wysokość 6 km. Na koniec ściana wody wysokości pięciu metrów runęła w dół, w koryto lodowcowej rzeki Gigiukvisl. Niosąc olbrzymie góry lodu, rozlała się na szerokość siedmiu kilometrów. W piętnaście godzin później woda uderzyła przewalając w sekundzie 50.000 m sześc. Obliczono, że spłynęło do 2.000 ton lodowych brył, nierzadko wielkości 10x10x 20 metrów, a niektóre z odłamków ważyły 100-200 ton! Trzeciego dnia woda opadła i odsłoniła dno doliny z naniesionymi górami lodu: były wielkości budynków...

Lodowce znajdują się w ciągłym, powolnym ruchu, o prędkości, którego przesądza głównie masa lodu i nachylenie podłoża. Islandzkie lodowce nie są wyjątkiem, także wędrują, i Vatna schodzi we wszystkich kierunkach, wysyłając masywne jęzory. Naliczono ich ponad czterdzieści, a każdy ma swoją nazwę. Niektóre docierają aż na płaskie przedpole, wypychając na nie zwały lodu, tworzące ich czoło. Tam lodowe cielsko zatrzymuje się.

Południowe jęzory Vatnajökull w porównaniu z norweskimi lodowcami są łatwiej dostępne i czasem można dotrzeć do nich bez wielkiego trudu. Jednak wchodzenie na nie zawsze wymaga specjalnego ekwipunku. W islandzkich peregrynacjach wybraliśmy się do pięciu lodowców wypływających z czaszy Vatnajökull. Dojeżdżaliśmy możliwie blisko, a to dzięki samochodowi z napędem na cztery koła, swobodnie poruszającemu się po sandrowych polach (równiny polodowcowe z bazaltowym, czarnym piaskiem i żwirem), po czym pieszo dochodziliśmy do wiejącego chłodem olbrzyma. Częściej dojście utrudniały wypływające z czoła lodowca brunatne potoki lub rzeki powstałe w wyniku jego topnienia. Najbliżej pozwolił dojść Svinafellsjökull, bo do boku jęzora opadającego w głęboką dolinę. Wąska półka skalna pomogła nam wspiąć się wzdłuż ostrzegawczo pomrukującego kolosa, nieco wyżej niknącego już w chmurach. Brudne, pokiereszowane pęknięciami wypiętrzone bryły nawet nie przypominały płynącego lodowca: pokryte naniesionym ze skał czarnym wulkanicznym pyłem wyglądały jak olbrzymie skiby zaoranej gleby.



Pęknięcia i rozpadliny

Krajobraz Islandii zmienia się niemal z każdym kilometrem. Odczucia pokory wobec przyrody przysparza zetknięcie się z polami geotermalnymi, gdzie podłoże gotuje się, bulgocze, huczy i syczy. To tereny wulkanów błotnych, gejzerów i zbiorników nieustannie wrzącej na powierzchni wody. Ale ta niespokojna wyspa nieprzerwanie poddawana jest procesom nie tylko zewnętrznym, bo i wewnętrznym, w krótkim czasie nie wskazującym na toczące się w jej głębi zjawiska. Ich skutkiem są stałe, powolne pękania skorupy Ziemi, czego dowodów na Islandii znajdziemy niemało.

Tak niebywałej aktywności sprzyja położenie Islandii na linii przebiegu aktywnego ryftu powstałego na styku płyty amerykańskiej i euroazjatyckiej w wyniku ich poziomego rozchodzenia się w przeciwne sobie strony. Wskutek rozsuwania się tych płyt powierzchnia Islandii stale się powiększa, podłoże ulega ciągłemu rozciąganiu i w rezultacie w bazaltowej powierzchni powstają spękania, szczeliny, rozpadliny spotykane co krok. Nazywane są gja, a najliczniej i w imponujących rozmiarach występują w Parku Narodowym Thingvellir. Jego teren musieliśmy zobaczyć, a jeśli ktoś wątpił w wędrówkę kontynentów, tam znalazł na nią dowody.


Jest to bowiem miejsce, którędy przebiega granica pomiędzy amerykańską a europejską płytą tektoniczną, które w sposób niezauważalny odsuwają się od siebie każdego roku o około 2 cm. W ciągu milionów lat uformowała się między nimi dolina ryftowa- szeroka dziś na 4 km Równina Parlamentarna.

Na długości 16 km  pokrywa bazaltowa (zastygła lawa) całej doliny pocięta jest szczelinami powstałymi około 10 tys. lat temu, o głębokości sięgającej 40 m. Największa z nich jest Almannagja, długa na 2000 m rozpadlina, ciągnąca się wzdłuż krawędzi płyty amerykańskiej.

W parku narodowym udostępniono do przejścia fragment Almannagji i przygotowano punkt widokowy na jej wysokiej krawędzi. Mogliśmy z niej wejrzeć w głąb rozwartej szczeliny, dobrze też było widać ogromne rozlewiska rzeki Oxara i największe jezioro Islandii - Thingvallavatn.



Pływające góry lodu

Południową częścią lodowiec Vatna przykrywa najwyżej wyniesione wulkaniczne podłoże. To tam, ponad jego białą skorupę, na wysokość 2.119 m n.p.m. wyrasta Hvannadalshnukur, najwyższy szczyt Islandii, a jego sąsiad osiąga 2.041 m n.p.m. Także tam stoki są najbardziej strome, a to ułatwia zsuwanie się lodu, na dodatek w tej części powłoka lodowa jest najgrubsza, bo osiąga tysiąc metrów. Dlatego najwięcej jęzorów spływa na południe, wydostając się spod najwyższych i najzasobniejszych w lód partii Vatnajökull.

Taką samą drogę obrał Breidamerkurjökull, jeden z lodowych olbrzymów, do których się wyprawiliśmy. W miejscu, gdzie jego cielsko dosięgło już morza, z topniejącego lodu u jego czoła utworzyło się pokaźnych rozmiarów jezioro Jőkulsarlon, pełne pływających gór lodu. Oderwane od jęzora ogromne lodowe bryły (zjawisko zwane cieleniem się lodowców), wpadając do jeziora, różnymi kształtami i rozmiarami zapełniły jego wodną przestrzeń. Najwięcej gromadzi się ich przed czołem lodowca, skąd potem góry odpływają, a te największe, rozpędzone z jeziora wydostają się na otwarty ocean.

W rejonie lodowców przekorna aura zasłoniła najpiękniejsze widoki. Zamglenie, wiatr, mżawka, i w efekcie widzieliśmy tylko podjeżdżające co chwilę i szybko ginące we mgle amfibie. Widoczność sięgała dziesięciu metrów.

Na czas rejsu naszej grupce przydzielony został pilot. Mgła na jeziorze miejscami odpływała i lodowe bryły, wtedy coraz bliższe, zdumiewały wyglądem. Choć nie były tak potężne jak "prawdziwe" lodowe góry, to niektóre osiągały całkiem imponującą wielkość, chociaż nad powierzchnią wody ukazywały ledwie 1/7 część całej masy. Pływały nieskalane i białe bądź jawiły się niebieskie od strony wody, a białe po wierzchu, inne zaś były już calutkie niebieskie. Pokrywający je miejscami czarny nalot pochodzi z wulkanicznego podłoża wyspy, naniesionego przez nieustannie wiejące, czasem niezwykle silne wiatry.

Na jeziorze amfibia zatrzymała się, a motorowa łódź dowiozła dopiero co wyłowioną bryłę klarownego lodu. Każdy otrzymał jego kawałek, by w ustach posmakował chłód ponad tysiącletniego(!) lodowca. Za taki snobistyczny kaprys Amerykanie płacą niemałe kwoty, samolotami sprowadzając bloki islandzkiego lodu, a Vatnajökull trafia wtedy do szklanek whisky i dżinu.

Co pewien czas cielący się lodowiec topi w jeziorze wciąż nowe lodowe bryły, tracąc na długości i stale się wycofując. Jego ojciec, Vatnajökull, niegdyś sięgał morza. Wskutek tajania swoich jęzorów utracił już pięć kilometrów kwadratowych powierzchni i wciąż traci na zasobach. Mimo to w objętości nadal zachowuje 4 000 km sześc. lodu.

Za to Jökulsarlon, którego kilkadziesiąt lat temu jeszcze nie było, stale się powiększa. Osiągnął głębokość 160 metrów, a gdy zimą w górnych warstwach zamarza, trudno odróżnić jezioro od powłoki lodowca. Dopiero późną wiosną lodowa ławica topnieje, uwalniając góry lodu.

Błękitna Laguna

Gdzie obserwuje się nasiloną aktywność wulkaniczną, tam w głębi Ziemi gromadzą się ogromne zasoby ciepła. Przedostająca się między gorące skały woda nagrzewa się; w takich miejscach tryska wrzątek, wydobywają się gazy i obłoki pary. Zjawiska te wykorzystano na półwyspie Reykjalit, budując elektrociepłownię Svartsengi -dużej mocy, opartą na unikalnej technologii korzystania z  wody pochodzącej z morza, na głębokości 2000 m infiltrującej tam w nagrzane skały. Działalność ludzi sprowadziła się do wywiercenia studni oraz ujarzmienia mieszanki pary i wody o temperaturze nawet kilkuset stopni Celsjusza.

W zbiornikach Svartsengi wodę oddziela się od pary; jej ciśnienie służy do obracania turbin i produkcji elektryczności, zaś gorącą wodę przeznacza się dla celów gospodarczych, ogrzewania mieszkań oraz szklarni (75 proc. domów ogrzewanie zawdzięcza gorącym źródłom). Wykorzystana już i mocno schłodzona woda odprowadzana jest do przygotowanych w tym celu basenów kąpielowych, od barwy krzemionki i siarczanów w niej rozpuszczonych nazwanych Błękitną Laguną.

Zbiorniki mlecznoniebieskiej, wysoce zmineralizowanej wody termalnej - choć wyglądają na naturalne - są sztucznym tworem o powierzchni 5000 m kw. i zostały wyżłobione w kilkumetrowych warstwach skamieniałej lawy. Ich stopniowana głębokość mieści się w granicach półtora metra, a kierowana do nich woda cały rok utrzymuje komfortową dla ciała temperaturę 36°C - 39°C. We właściwym Islandii, surowym i nazbyt zimnym środowisku powstało miejsce unikalne, gdzie temperatura wody wielokrotnie przewyższa niską temperaturę powietrza, a zestawienie czarnych, wulkanicznych skał z bladobłękitną taflą basenów daje niewiarygodne efekty wizualne. Kąpiel w takim miejscu musi być emocjonującym przeżyciem. Poza tym wody o dużej zawartości aktywnych soli mineralnych oraz alg (to woda morska!) serwują kosmetyczne i lecznicze działanie, zatem ich popularność jest tak wielka, że obok gejzerów, wulkanu Hekla i lodowca Vatna są najsłynniejszym miejscem Islandii. Dlatego niejedna wędrówka po wyspie kończy się właśnie w ciepłych wodach Błękitnej Laguny.

{gallery}438{/gallery}

WASZE PODRÓŻE{jumi [*5]}

Warszawa