Ostrzeżenie
  • JFolder::pliki: Ścieżka nie jest folderem. Ścieżka: /home/kur365/domains/kurier365.pl/public_html/images/9209.
  • Nie powiodło się załadowanie pliku XML.
Uwaga
  • There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery Pro plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/9209
A+ A A-

Moskwa świętuje

  • Napisane przez Michał Fajbusiewicz
  • Dział: Europa
Wyróżniony Trybuna na Placu Czerwonym fot. Michał Fajbusiewicz Trybuna na Placu Czerwonym

Po kilku latach nieobecności postanowiliśmy w gronie przyjaciół „zlustrować” Moskwę - podobno najdroższą stolicę Europy. Na termin podróży wybraliśmy specjalnie początek maja, bowiem w tym czasie było kilka ważnych dla tego miasta i kraju uroczystości. 1 maja, 7 maja - uroczyste przejęcie władzy prezydenckiej przez Putina i wreszcie największa feta – dzień Zwycięstwa – obchodzony 9 maja.

Podróż odbyliśmy legendarnym pociągiem „Polonez”, brudnym jak za czasów głębokiej komuny (ale tylko w rosyjskich wagonach). Obskurny bar, dołączono dopiero w Brześciu, gdzie przedziały  zaatakowały tłumnie Białorusinki, oferując opakowane w gazety placki ziemniaczane i piwo. Blisko dwugodzinny postój w tym granicznym mieście wymuszony jest wymianą podwozia wagonów.

 

 

Najdłuższy weekend

 

To był chyba najdłuższy weekend w historii Rosjii – bowiem Putin m.in. z okazji swej „koronacji” dołożył kilka dni wolnych i tak właściwie weekend trwał od 30 kwietnia do 9 maja. Opozycja twierdzi, że nie był to bezinteresowny gest, powracającego po przerwie na główne stanowisko w państwie Putina. Otóż stary – nowy Prezydent bał się ponoć manifestacji jego przeciwników i dlatego tuż przed majowymi uroczystościami ogłosił dodatkowe wolne dni, aby moskwianie  mogli opuścić miasto, jadąc na swe ulubione „dacze”.

I rzeczywiście tak się stało – stolica wyludniła się niesamowicie. Ja tak opustoszałej,  nigdy nie widziałem. Rzadko przejeżdżające samochody, puste stacje metra, większość miejsc siedzących wolnych. Metro mają Rosjanie genialne: ponad 300 kilometrów, 180 stacji, kilkanaście linii – do 2020 roku planowanych jest kilka kolejnych. Większość stacji metra to swoiste dzieła sztuki. System ma tylko jedną wadę – nie mają tu szans niepełnosprawni. Żadnej windy, żadnego podjazdu.

Ale wracając do majowych wydarzeń, to mimo owych dni wolnych i wyludnionej Moskwy – Putin nie uniknął rozruchów i na słynnym Placu Bołotnym doszło do starć policji z demonstrantami (300 aresztowanych, kilkudziesięciu rannych) ...i po raz pierwszy w historii rosyjskiej telewizji relacjonowano te wydarzenia na żywo, używając wozów transmisyjnych. Wyludniona Moskwa wyglądała trochę jak ogromna scena teatralna, bowiem nie było żadnej głównej ulicy czy też placu, na którym nie zawieszono by dziesiątek flag i ogromnych banerów, czczących zwycięstwo 9 maja i jego bohaterów. Dominował kolor pomarańczowy, ale i symbole dawnych czasów: sierp i młot. Ponoć dla bezpieczeństwa mieszkańców, już dwie doby przed słynną defiladą na Placu Czerwonym zamknięto kilka odcinków głównych ulic i oczywiście sam plac. Co prawda plac można było odwiedzić (ale nie w czasie uroczystości) pokonując trzy kordony policji i specjalnych  bramek z kontrolą dokumentów włącznie – jak na lotnisku.

 

9 maja

 

Jeszcze dzień wcześniej w Moskwie była znakomita pogoda, wręcz upał. Jednak ranek, kiedy zaplanowano główne uroczystości Dnia Zwycięstwa był fatalny: deszcz i ołowiane chmury. Ale to żaden problem dla organizatorów – tradycyjnie  już w takich sytuacjach do „walki” ze złośliwą pogodą wysłano samoloty, które rozpyliły stosowne środki, i jak w przypadku cudów – chmury rozstąpiły się ( ale nie na tyle aby odbyła się parada lotnicza ) i nie spadła kropla deszczu. Defiladę oglądaliśmy z hotelu „Pekin” położonego w okolicy Placu Majakowskiego (skrzyżowanie Twerskoj i Sadowego Kalca), nie sposób się bowiem było dostać na Plac Czerwony – tam wstęp mieli tylko VIP. Po raz pierwszy więc w życiu miałem możliwość oglądania transmisji z owego placu w telewizorze, w pokoju hotelowym i przez okno weryfikować prawie to samo kilkanaście minut później. To co zaskakiwało to dość mało ludzi na trasie przejazdu wojsk (ponoć to wina długiego weekendu i wyjazdu mieszkańców stolicy),  i wykorzystanie miejscowego MPO do zabezpieczenia uroczystości. Śmieciarkami blokowano bowiem mniejsze uliczki prowadzące do głównej trasy. Na wielu odcinkach przejazdu było więcej policji i Omonu niż gapiów.

Defilady opisywać się nie podejmuję, bowiem sądzę, że przeciętny Polak zna ją z naszych przekazów telewizyjnych (warto tylko wiedzieć, że „chłopcy” uczestniczący w defiladzie, ćwiczyli krok paradny od stycznia, po 8 godzin dziennie). Po defiladzie podziwiałem niezwykłą organizację sprzątania trasy (głównie po smarach czołgów i innych ciężkich pojazdach). Dziesiątki, a może nawet setki „polewaczek” i jeżdżących „odkurzaczy” w godzinę oczyściło kilkukilometrową trasę. W południe dziesiątki tysięcy moskwian zjawiło się na ulicach, a szczególnie w miejscach, gdzie organizowano festyny dla uczczenia Dnia Zwycięstwa. Ale nie były już tak liczne tłumy jak przed laty. Główne uroczystości odbywały się na Górze Pokłonnej i wielu innych miejscach, m.in. w parku im. Gorkiego. Wszędzie tysiące flag, kwiatów i monstrualne dekoracje. Tradycyjnie grały wojskowe orkiestry, częstowano wojskową kaszą i bezpłatnie kwasem chlebowym (tym ostatnim chyba dlatego, że tego dnia w okolicach miejsca imprez obowiązywał zakaz sprzedaży alkoholu z piwem włącznie. Od zeszłego roku w ramach walki z alkoholizmem, mocne trunki sprzedaje się tylko do godziny 23-ciej).

Wielka Wojna Ojczyźniana zakończyła się 67 lat temu, łatwo więc policzyć, że jej weterani muszą dziś liczyć około 90-tki. Z roku na rok coraz mniej można spotkać owych bohaterów (było to widać już w czasie transmisji z Placu Czerwonego). Sytuację „ratują” weterani z Afganistanu i… rodziny wojennych bohaterów, których członkowie ponoć mogą być zapraszani na uroczystości, po śmierci swych przodków, prezentując na „młodej piersi” dawne medale i odznaczenia. My przez kilka godzin spotkaliśmy kilkunastu weteranów obwieszonych odznaczeniami i obładowanych naręczami kwiatów. To niesamowite, ale dziesiątki ludzi młodych kupuje kwiaty i zupełnie bezinteresownie wręcza je owym weteranom, składając słowa podzięki, najczęściej używając prostego „dziękujemy wam”, „jesteście dla nas bohaterami”, „daliście nam wolność”. Całują staruszki i staruszków, robią sobie pamiątkowe zdjęcia, częstują słodyczami.

{gallery}9209{/gallery}

W rewanżu bohaterowie tych wydarzeń dzielą się opowiadaniami o tragicznych wydarzeniach z II wojny światowej. Dłuższej rozmowie z 92 letnim weteranem przysłuchiwałem się na Placu Czerwonym, kiedy to przytaczał przykład swego trudnego do uwierzenia bohaterstwa (ponoś pięć razy uniknął śmierci). Były też inne wątki - choćby taki, że podobnie jak oni pobili Niemców, to 400 lat wcześniej zgromiono Polaków i wygoniono ich z Moskwy. Słuchającemu w tłumie młodemu pionierowi staruszek próbował też przybliżyć zasługi Lenina, mając ogromne pretensje, że jego mauzoleum na Placu Czerwonym zasłonięto trybuną honorową.

Na Górze Pokłonnej odbył się główny koncert na cześć i pamięć zwycięzców (grano m.in. Rachmaninowa). Zaskakujący był jego początek: przedstawiciel rosyjskiej cerkwi podkreślał bohaterstwo rodaków w czasie II wojny światowej ...ale i nie tylko. Podobnie jak cytowany już weteran, kościelny hierarcha wspomniał o zwycięstwie nad Polakami przed laty.

W całym parku rozstawiono dziesiątki namiotów, w których m.in. można zapoznać się z wojenną pocztą, takową kuchnią, brać udział w wirtualnej bitwie, ułożyć puzzle z miejscami najsłynniejszych bitew, ale i skorzystać z karaoke ...z wojennymi pieśniami. Można było też potańczyć, a także zostać (nie do końca oficjalnie) poczęstowanym samogonem. Ludzie nader serdeczni i przyjaźni (na co dzień także), szczególnie kiedy przekazujemy pozdrowienia z Polski i od Polaków. Prawie wszyscy w klapach ubioru mają wpięte symboliczne wstążeczki z dnia 9 maja w kolorach czarnym i pomarańczowym. Wieczorem tłumy kierują się na Plac Czerwony, przedzierając się przez kordony Omonowców i co chwila piszczące bramki. O 22-giej na koniec 9 majowych uroczystości – pokaz ogni sztucznych.

 

Niebieskie wiaderka

 

Moskwa, co by nie mówić, robi wrażenie. To ogromna metropolia, która szokuje kontrastami:  architektura z lat stalinowskich współwystępuje tu z nowoczesnymi wieżowcami i wciśniętymi między nie urokliwymi cerkwiami. Niewiele miast ma takie arterie, liczące niekiedy nawet 16 pasów ruchu. Jednak w stolicy jest teraz tak wiele samochodów, że te i tak się blokują. Moskwianie twierdza, ze do pracy jeździ się tu średnio 2 godziny w jedną stronę. Na dodatek nigdy nie wiadomo kiedy przejeżdżać będzie prezydencka świta blokująca całe ulice (Putin mieszka w Nowym Ogariowie pod Moskwą). Niesamowite rzeczy dzieją się na środkowych pasach ruchu, przeznaczonych właściwie dla VIPów. Ci jeżdżą z niebieskimi „kogutami” na dachu, zwanymi tu niebieskimi wiaderkami. Ta ostatnia nazwa pochodzi od kupionych w sklepach dziecięcych niebieskich wiaderek, w których udający VIPów montowali błyszczące żarówki i umieszczali na dachach samochodów. Nie wiadomo ile jest uprzywilejowanych pojazdów w Moskwie, ale Putin obiecał, że w najbliższym czasie zmniejszy ich liczbę o ponad tysiąc. W Moskwie nie brakuje też szaleńców, którzy korzystając z tych szybkich pasów, prywatnymi autami bądź motocyklami rozwijają w centrum prędkość ponad 200 kilometrów na godzinę.

Miasto rozrasta się, ale nie w takim tempie jak kiedyś planowano. Po prawdzie mer stolicy Łużkow, rozpoczął budowę moskiewskiego city (ponoć miało być jak londyńskie) z wieżowcami mającymi liczyć nawet 200 pięter, ale kryzys i jego odejście  z funkcji spowodowały, że powstało zaledwie  kilka szklanych wieżowców liczących niespełna 100 pięter. Wtajemniczeni mówią, że jeden z nich należy do córki Jelcyna. Moskwa to ogromny plac budowy. Już zapadła decyzja o budowie tzw. drugiej Moskwy, poza tradycyjnym centrum - m.in. dlatego wyburza się tzw. „chruszczówki”, czyli piętrowe bloki mieszkalne. Do nowego city wybudowano nowoczesne „Trzecie Kalco” –  obwodnicę. Obecnie trwają też prace nad kolejną Moskiewską Centralną  Awtomobilną Darogą – obwodnicą głównie dla ciężarówek liczącą... 520 kilometrów (będzie płatna). Jeden z najważniejszych „obiektów”, oblegany przez turystów, to odbudowana na polecenie Putina największa na świecie cerkiew. Świątynia pod wezwaniem Chrystusa Zbawiciela ma przyćmić wielkością bazylikę św. Piotra w Watykanie i oszałamiać 22 tys. m2 malowideł, w tym 9 tys. malowanych złotem. W środku może pomieścić kilka tysięcy wiernych, a na parterze będzie basen i sala konferencyjna na 1200 osób. Obiekt czynny jest od 10 do 17 i podobnie jak kilka innych miejsc kultu prawosławnego utrzymywany jest przez państwo. I pomyśleć, że w tym miejscu, po zburzeniu  w 1931 roku pierwotnej cerkwi miał stanąć na polecenie Stalina 300 metrowy wieżowiec, a na nim kręcąca się 120-metrowej wielkości postać Lenina. Na szczęście projekt ten nigdy nie został zrealizowany. Za to przez lata mieszkańcy stolicy korzystali z wybudowanych tu basenów z gorącą woda.

Moskwa jest chyba najdroższym europejskim miastem. Średnio ceny są tu dwu-, trzykrotnie wyższe niż na przykład w Warszawie. Co prawda średnie zarobki wahają się między 3000 – 4500 złotych, ale cena za metr kwadratowy nowego mieszkania dochodzi do 30 tys. złotych. Ze względu na drożyznę, władze dopłacają blisko 50% do czynszu emerytom z najniższą, licząca 8 tysięcy rubli emeryturą (10 rubli – 1 zł). Herbata w byle jakiej restauracji kosztuje blisko 4 euro, a modna dziś w Rosji wódka „Bieługa” - prawie 300 euro. W hotelu „Ritz”, który powstał na bazie sowieckiego molocha „Inturist” (obok Placu Czerwonego), barman chwali się, że to miejsce najdroższe na świecie, gdzie butelka 12 letniego Chivasa kosztuje trzy tysiące dolarów, zaś dwa tysiące zapłacimy zamawiając porcję kawioru. Ceny w luksusowych sklepach w historycznym Gumie i na Twerskiej zwalają z nóg. Nasze panie – znawczynie markowych ciuchów  - twierdziły, że jest tu nawet od ośmiu do dziesięciu razy drożej niż gdzie indziej. Oczywiście, że niewielu z 12 milionów moskwian odwiedza te sklepy (ponoć jest jeszcze 3 miliony nielegalnych mieszkańców stolicy). Drogo zrobiło się nawet na słynnym Uniwersytecie im. Łomonosowa, gdzie z 40 kierunków nauczania, niedługo tylko cztery będą bezpłatne. W Rosji stosunkowo tanie jest tylko paliwo, papierosy i wódka.

Codziennie Moskwę odwiedza ponad 3 miliony przyjezdnych. Ta ogromna aglomeracja ma 125 dzielnic i 10 okręgów. Wstępy do znanych obiektów jak Kreml czy słynnej Galerii Trietiakowskiej jak na Zachodzie: 10-15 euro. Jedno z największych naszych rozczarowań, to wizyta na legendarnym deptaku – ulicy Arbat, tradycyjnym miejscu, gdzie bywali artyści. Dziś to tylko „wspomnień czar”. Niewielu tu twórców, za to dominują lokale jak w USA i ogromne salony z pamiątkami. Moskwa w ogóle upodabnia się coraz bardziej do Zachodu. Trudno znaleźć bar czy restaurację z rosyjskim jedzeniem. Coraz trudniej znaleźć lokale czy też sklepy z rosyjsko brzmiącymi nazwami. Po latach szarości, mieszkańcy chcą się zachłysnąć swoistą wolnością... i namiastką wielkiego świata.

{jumi [*6]}

Warszawa