updated 11:59 AM CET, Dec 18, 2018
Na żywo:
A+ A A-

Żory, Paryż - Warszawa?

  • Napisane przez Janusz Korwin-Mikke
  • Dział: Felieton
Wyróżniony Żory, Paryż - Warszawa? http://en.wikipedia.org

Pod rządami JE Franciszka Holland'a Francja czyni kolejne postępy na drodze do komunizmu: miasto Paryż wprowadziło (na szczęście: tylko na kilka dni) bezpłatną komunikację!!!

Oficjalnie celem wprowadzenia "darmowej" komunikacji miejskiej w Paryżu jest walka... ze smogiem. Władze chcą w ten sposób zachęcić obywateli do rezygnacji z aut prywatnych na rzecz transportu publicznego.
Ciekawe, że niedawno miasto Żory na Śląsku też wprowadziło bezpłatną komunikację miejską. O ile wiem, smogu tam nie ma. Bo też jest to tylko pretekst. Dla Lewicy każdy pretekst jest dobry by wprowadzić komunizm...
Nie wiem jak teraz, ale gdy ostatni raz byłem w Paryżu latek temu parę, to w komunikacji miejskiej był tłok. W dniach, gdy komunikacja jest bezpłatna, znacznie więcej ludzi będzie z niej korzystać. Co więcej: ponieważ jest ona droga jestem przekonany, że dziesiątki tysięcy ludzi specjalnie w tych dniach przyjedzie do Paryża...
...i trzeba doliczyć tych, o których chodzi: tych, co zostawią auto rzeczywiście w domu...
Będzie bal.
Za głowę się chwyciłem czytając, że „Darmowy transport publiczny w Paryżu kosztuje podatników ok. 4 mln euro... dziennie". Jakieś żarty. Musi to być znacznie więcej.
Chyba, że urzędnicy miejscy liczą tylko koszt względny. Codziennie dopłacamy do miejskiej komunikacji 8 mln, w dniach „darmochy" 12 mln – no, to wychodzi, że kosztuje to tylko 4 mln € dziennie.
Podobnie zachowuje się miasto Warszawa: „Jednym z głównych powodów, dla których musimy płacić za bilety, są po prostu pieniądze. Obecnie bowiem miasto finansuje 2/3 kosztów każdego przejazdu – cena biletu pokrywa jedynie 1/3 kosztów. Tak naprawdę więc każda nasza podróż transportem publicznym w Warszawie jest w 66 proc. finansowana przez miasto.
Z tego może cieszyć się mieszkaniec Wielkopolski, który przyjeżdża do stolicy. Natomiast obywatele m.st. Warszawy za to płacą – w miejskich podatkach, oczywiście.
Ciekawe przy tym, że PT Rzeczniczka Urzędu Miasta Warszawy, p. Agnieszka Kłąb, mówi zupełnie jakby była członkinią Kongresu Nowej Prawicy: „Uważamy, że darmowa komunikacja byłaby obecnie nie fair w stosunku do mieszkańców. Koszty komunikacji i tak musiałyby być pokryte, nie ma przecież darmowych obiadów. Kto więc pokryłby koszty takiego transportu? Miasto. A skąd miasto bierze pieniądze? Z podatków mieszkańców. Dlatego bardziej fair jest, kiedy za komunikację płacą ci, którzy z niej naprawdę korzystają, a nie składamy się na nią wszyscy".
Bardzo pięknie. Chciałoby się powiedzieć: „kobieca logika". Pokrywanie przez wszystkich wydatków nie jest fair – ale pokrywanie 2/3 wydatków jest w porządku!!!
W sumie jednak możemy odetchnąć: „Prawda jest jednak taka, że miasto nie tylko nie może sobie pozwolić na darmową komunikację, ale wręcz nie powinno iść tropem Paryża. Gdyby władze stolicy podjęły taką decyzję, świadczyłoby to głównie o ich populizmie i nieznajomości sytuacji własnego miasta. Na szczęście jest inaczej.". Nie będziemy więc musieli dopłacać do Warszawy. Ufff.
Osobną kwestią jest ów smog. Mieszkałem w Paryżu przez parę miesięcy, czytałem o tym strrraszliwym smogu – ale sam nigdy go nie zobaczyłem. Gdy natomiast czytam produkowane przez np. „Greenpeace" przerażające dane, że stężenia cząsteczek czegoś-tam przekracza dwadzieścia razy dopuszczalne normy – to wiem, że te normy układał jakiś sympatyk „Greenpeace" pod hasłem: „Nic nie jest za drogie dla naszego zdrowia".
Dlatego te wszystkie normy są – nie uwierzycie Państwo – zazwyczaj jakieś 1000 (tysiąc!) razy niższe, niż realne.
Czyli jeśli byśmy tysiąckrotnie zwiększyli zawartość czegoś-tam w powietrzu – to wtedy zaczęlibyśmy kasłać i mieć lekko podrażnione płuca.
Np. czytam: „Zdecydowanie gorzej jest, jeśli chodzi o zanieczyszczenie tzw. benzoalfapirenem, rakotwórczą substancją, której dopuszczalny poziom to 1 mikrogram/m3. Niestety, nie ma w zasadzie w Warszawie miejsca, w którym stężenie beznoalfapirenu byłoby bezpieczne dla zdrowia". Teraz wyjaśniam: kieliszek wódki ma 100 g. Jeden gram trudno w nim zobaczyć. „Mikrogram" - to jedna milionowa część takiej kropelki. I ta jedna milionowa fruwa po całym metrze sześciennym powietrza!!
Przestańmy więc ulegać histeriom „ekologów" od siedmiu boleści.
http://korwin-mikke.pl

Warszawa