A+ A A-

Anioł nie taki straszny

  • Napisane przez Janusz Korwin-Mikke
  • Dział: Felieton
Wyróżniony Anioł nie taki straszny

Niedługo zaczynają się wybory prezydenckie. Kandydaci już zbierają się i kręcą koło bloków startowych. A wśród kibiców trwają dyskusje.

Na portalu Interia czytam: „Marta Kaczyńska miała być twarzą kampanii Andrzeja Dudy, ponieważ kandydat miał się powoływać na dziedzictwo jej ojca. Jednak prezes Kaczyński stanowczo się temu sprzeciwił z powodu nieustabilizowanej sytuacji jego bratanicy...
Czy to nie jest dziwne?
W którym my wieku żyjemy?
Uważacie, że pomoc Kaczyńskiej rzeczywiście zaszkodziłaby kandydatowi na prezydenta?"
Otóż – wszystko jest względne.
Wyborcy PiSu przywiązani są do solidnych zasad – i kobiecie pewnych rzeczy nie wybaczają. Dlatego Jarosław Kaczyński podjął taką decyzję.
Czy słuszną?
Niekoniecznie!
Wyborcy PiSu i tak nie mieliby na kogo innego glosować – natomiast przykład p. Marty Kaczyńskiej mógłby przekonać wyborców SLD. PiS jest w tej chwili partia znacznie bardziej lewicującą od SLD. P. Ogórek np. głosi poglądy w wielu sprawach zbliżone do Prawicy! Ale wyborców tych mogło odstręczać właśnie ortodoksyjne stanowisko w sprawach moralnych i światopoglądowych. Przykład p. Marty Kaczyńskiej mógł ich przekonać, że nie taki anioł straszny, jak go malują.
Plamki na skrzydłach ma...
Odwrotna sprawa jest ze mną.
Gdy wyszło na jaw, że mam nie sześcioro, a ośmioro dzieci, reżymowa prasa zaczęła mnie obsmarowywać. Po kilku dniach przestała – jak nożem uciął.
Bo okazało się, że mi to raczej pomaga, niż przeszkadza.
Przeciętny wyborca Korwin-Mikkego to 24-letni chłopak – a takim zupełnie to nie przeszkadza. Przeciwnie: przedtem wielu mówiło: „O, to pewnie zramolały dziadunio". A tu – proszę!
Więc właśnie zagłosują.
Natomiast kwestia małżeństwa jako takiego – to bardzo ciekawy, osobny, temat.
Otóż w tradycji europejskiej „małżeństwo" było związkiem sakralnym. Jedni zawierali małżeństwo przed Perunem, inni w imię Chrystusa - i to osobno protestanci, osobno katolicy. Uwaga: rzymscy i bizantyńscy katolicy wzajemnie uznawali i uznają swoje sakramenty – więc ktoś, kto zawarł ślub w cerkwi nie mógł już wziąć ślubu w kościele!
Ale czym innym były inne kościoły, synagogi, a także meczety. W Polsce osiadłych było wielu Tatarów – i ci, oczywiście, zawierali małżeństwa w obrządku muzułmańskim. Jeśli chcieli – to i poligyniczne.
Państwo się po prostu w te sprawy nie mieszało.
Dzięki temu nie było całej kupy dzisiejszych problemów. Z problemem najczęstszym: para bierze ślub w urzędzie stanu cywilnego – i to małżeństwo może zostać przez państwo rozwiązane; a zaraz potem leci do kościoła – i bierze też ślub – ale tu małżeństwo jest nierozwiązywalne!!
To jaki właściwie jest status takiego małżeństwa?
Prowadzi to do tragicznych nieporozumień. Np. Ona myśli, że zawarła związek dozgonny – a On po jakimś czasie dowodzi Jej, że nie. Albo odwrotnie.
Całe nieszczęście wynikło z tzw. „reform józefińskich". Cesarz Austrii postanowił te sprawy „uregulować". Od tej pory małżeństwo przestało być sprawa prywatną między małżonkami, a ich Kościołem – a stało się sprawą – ho-ho: państwową. To państwo od tej pory udzielało ślubów – wszystkim na jednakowych warunkach, oczywiście – bo biurokracja nie znosi jakiejkolwiek różnorodności.
Za tym przykładem poszły wszystkie państwa europejskie – bo każdy urzędnik chce mieć waaadzę nad życiem innych. Dlaczego tylko Bóg może rozwiązać małżeństwo – skoro mógłby to zrobić Jan Kowalski po dwutygodniowym kursie na Urzędnika Stanu Cywilnego?
I, oczywiście, jak wszystko to co robią urzędnicy, instytucja małżeństwa zeszła na psy. Ludzie po prostu nie chcą zawierać małżeństw?
Bo co to za ślub, którego sam mógłbym udzielić?
I tak kończy się nasza cywilizacja.
http://korwin-mikke.pl

 

Warszawa