updated 2:28 PM CET, Dec 14, 2018
Na żywo:
A+ A A-

Zawsze jest czas na pielgrzymkę do Santiago

  • Napisane przez Eliasz Nachabe/red/tvp.info
  • Dział: Społeczeństwo
Wyróżniony Zawsze jest czas na pielgrzymkę do Santiago

Marek Krukowski od kilku lat regularnie przemierza drogi świętego Jakuba. W tym roku udał na pielgrzymkę po raz piąty, docierając najpierw do Lizbony, a potem pieszo idąc do Fatimy.

Do pielgrzymek zachęcał Pan nawet startując w ostatnich wyborach.  Na zdjęciu wystąpił Pan w sandałach, kijkiem, w stroju pątnika.

Zdjęcie to powstało na zakończenie mojej pierwszej pielgrzymki do Santiago de Compostela, którą odbyłem w 2013 roku. Zostało zrobione na placu przed tamtejszą katedrą.
Było to dla mnie wielkie przeżycie, co zaowocowało tym, że z małą przerwą zacząłem chodzić na Camino co roku. A także umieszczeniem tego zdjęcia na ulotce – dobrze tego nie pamiętam, ale najprawdopodobniej chciałem się podzielić w ten sposób tym, czego doświadczyłem. Chyba byłem nawet w jakiś sposób z siebie dumny.


Przyznam, że był to bardzo oryginalny, a zarazem skromny pomysł…

Czy skromny, nie wiem, ale na pewno spontaniczny.


Wrócił Pan właśnie  z pielgrzymki, skąd Pan szedł tym razem?

W tym roku byłem na Camino Portugues. Oczywiście z Warszawy przyleciałem samolotem do Lizbony, stamtąd już pieszo udałem się przez Fatimę do Porto. Często można usłyszeć głosy, że szlak od Santarem do Fatimy jest marnie oznakowany. W moim odczuciu nie jest to prawdą. Nie miałem żadnych trudności ze znalezieniem niebieskich strzałek prowadzących do Sanktuarium.
Tak na marginesie, to trochę się dziwię, że w polskim przewodniku po Camino Portugalskim, ten odcinek został potraktowany po macoszemu. Co prawda Fatima, nie leży na oficjalnym szlaku, to jednak nie wyobrażam sobie, żeby można było ją ominąć. Idąc zaś z Porto wybrałem Camino Litoral, czyli szlak wiodący przez kilka dni brzegiem morza plażami oraz ścieżkami wzdłuż wydm.

 

Woli Pan Hiszpanię czy Portugalię?

Portugalia bardzo mi się spodobała. Nie mnie jednemu z resztą, bo według wolontariusza z prowadzonej przez Polaków albergi, specjalnej noclegowni dla pielgrzymów przy Europejskim Centrum Pielgrzymowania im. Jana Pawła II na Monte de Gozo – gdzie w 1989 r. nasz Papież odprawiał mszę świętą na zakończenie Światowych Dni Młodzieży, na której zresztą udało mi się być – coraz więcej naszych rodaków wybiera Camino Portugues. Może wiąże się to z tym, że na najbardziej popularnej trasie – Camino Frances – natłok pielgrzymów robi się nie do wytrzymania. Ale też trzeba przyznać, że i na trasie portugalskiej są coraz większe problemy z nocowaniem w albergach, bo jest ich za mało w stosunku do stale rosnących potrzeb. Z tego względu warto brać ze sobą namiot, zwłaszcza że można wtedy rozbijać się na czy przy plaży. Ja go nie miałem, ale ci, co go wzięli bardzo to sobie chwalili.

W Portugalii obowiązuje czas Greenwich, w związku z czym robi się w niej jasno o godzinę wcześniej niż w Hiszpanii, co ma taki plus, że słońce później zaczyna przeszkadzać w marszu.

 

Co Pan pamięta z tej mszy papieskiej?

Niewiele. Czekaliśmy na nią od wieczora, był upał i chyba wszystko było po hiszpańsku.

Do Santiago trafiłem psim swędem. Będąc w Paryżu znalazłem wraz z innymi Polakami przytulisko w polskim kościele w parafii pw. Św. Genowefy. Pewnego dnia przyszedł ksiądz i zapytał, czy chcemy pojechać do Composteli na Światowe Dni Młodzieży. Powiedział przy tym, że z wjazdem do Hiszpanii – nie mieliśmy hiszpańskich wiz – nie będzie problemów. Trudno było z takiej okazji nie skorzystać. Zabraliśmy się z francuskimi skautami, którzy nas jakoś nie polubili. Musieliśmy się im wydawać dziwni z naszymi wielkimi, wyładowanymi do granic możliwości plecakami. Normalny człowiek przecież takich nie nosi, nawet kloszard. Ponadto po francusku mówiła dobrze tylko jedna dziewczyna.

Wszystko przebiegało w miarę bezproblemowo do momentu przyjazdu na granicę hiszpańsko-francuską – wszyscy bowiem mieliśmy wizy jednorazowe. Francuzi musieli nas wpuścić, bo nie mogli skazać na śmierć głodową w strefie ziemi niczyjej, ale postanowili ukarać dokładną rewizją naszych bagaży. Ponoć usłużni skauci powiedzieli celnikom, że wieziemy tajemniczy biały proszek. Miałem takowy i przyglądałem się szyderczo, jak Francuzi poddają tenże testowi narkotykowemu. Moje prześmiewcze spojrzenie skończyło się jednak wraz z zabarwieniem się proszku. Sytuacja zaczynała się robić nieciekawa, ale na szczęście kolega wyjął ze zrewidowanego już plecaka bodaj pięciokilowe opakowanie proszku Ixi, mówiąc, że jest to taki sam proszek, co mój. To celników kompletnie zbiło z pantałyku. Dzięki niemu zamiast w areszcie wylądowałem ostatecznie w Paryżu.

 

Jak znosił Pan tegoroczne upały?

Przez co najmniej trzy dni szedłem między Lizboną a Fatimą w temperaturze ponad 40 stopni. To już było na granicy wytrzymałości. Do Sanktuarium doszedłem w zasadzie wyczerpany. Na szczęście później było już chłodniej.

 

Spotkały Pana jakieś szczególne przygody?

Żadnych mrożących krew w żyłach przygód nie miałem, ale po drodze zdarzają się różne niespodzianki. Na przykład spotkałem pochodzącego z Republiki Południowej Afryki Reino, wraz z którym i jego partnerką Alice szedłem kilka dni Camino Aragońskim. Przez ten czas nadaremnie usiłowałem nauczyć Alice, która jest Amerykanką o polskich korzeniach, wymowy nazwiska jej przodków.

Z kolei w hiszpańskim miasteczku A Guarda leżącym tuż przy granicy portugalskiej opiekun miejscowej albergi – Hiszpan w 100 procentach, żeby nie było wątpliwości – jest zafascynowany Polską do tego stopnia, że chodzi  w białoczerwonej koszulce z orłem, a gdy dzwoni jego telefon, to rozlega się Polonez Ogińskiego. Człowiek co roku jeździ do Polski i – jak mówi – każdego 1 sierpnia o godzinie 17.00 wchodzi do Internetu i stojąc na baczność wysłuchuje głosu syren przypominających o wybuchu Powstania Warszawskiego.

 

Czy podczas pielgrzymowania czuje się Pan bezpiecznie?

To było moje piąte camino i nigdy nie odczuwałem jakiegokolwiek poczucia zagrożenia. Natomiast dość często spotykałem się z objawami sympatii. Może z racji mojego wieku…

A całkowicie zmieniając temat, to chciałbym dodać, że wreszcie, po kilku latach zakończona została restauracja wież katedry i można już oglądać słynny Portyk Sławy bez przeszkód, ale nie do woli, bo zwiedzą się tę część katedry w grupach przez 15 minut. Wcześniej trzeba odstać swoje – zazwyczaj kilka godzin – w długiej kolejce.

Zachęcałbym też do zwiedzenia katedralnego muzeum w wariancie z wycieczką na dach kościoła, z którego jest fantastyczny widok na miasto. Zaś kto będzie w Santiago w sobotę, niech po ostatniej mszy zostanie na coś, co nazywa się pobłogosławieniem pielgrzymów, a w istocie jest około godzinnym połączonym z modlitwą zwiedzaniem zamkniętej już katedry.

 

Jednym słowem poleca Pan pielgrzymkę z Lizbony do Santiago?

Nie tylko. Można też pójść z Santiago do Fatimy. Oznakowanie jest. Potrzebne są tylko chęci.

Marek Krukowski (59.l), publicysta, pielgrzym, radny Prawa i Sprawiedliwości warszawskiej dzielnicy Ochota. Współtwórca albumu „Prezydent Lech Kaczyński”.

Warszawa