updated 1:58 PM CET, Dec 17, 2018
Na żywo:
A+ A A-

Co się odwlecze, to nie uciecze

Wyróżniony Co się odwlecze, to nie uciecze fot. Pixabay

Ogłoszony przed tygodniem projekt polityki energetycznej Polski do 2040 r. (PEP 2040) oraz decyzje inwestycyjne parafowane dziś przez dwóch operatorów gazociągu Baltic Pipe (BP): polską spółkę Gaz-System i duńską – Energinet, to kamienie milowe w budowaniu nowoczesnej energetyki w naszym kraju.

PEP 2040 to program stopniowego odchodzenia od węgla, jako głównego źródła energii elektrycznej i cieplnej i jednoczesnego przestawiania się na źródła energii odnawialnej (OZE): wiatrowej, słonecznej (fotowoltaiki) czy wodnej, a także jądrowej. W przypadku naszego kraju, już plan zmniejszenia udziału węgla w bilansie (miksie) energetycznym Polski z obecnych ok. 85 proc. do 60 proc. w 2030 r. wydaje się szczególnie ambitny.

To w końcu „czarne złoto” było podstawą polskiej gospodarki przez dziesiątki lat, jeszcze za czasów PRL i wcześniejszych. Z drugiej zaś strony jego użytkowanie - poprzez spalanie - odpowiedzialne jest w ogromnej mierze za zanieczyszczanie powietrza, zwłaszcza na wsiach i małych miasteczkach. Ze względu na ukształtowanie terenu, a także bliskość kopalń węgiel jest jednym z głównych sprawców smogu zwłaszcza na południu naszego kraju. Ponadto energetyka węglowa musi być dostosowywana do regulacji Unii Europejskiej.

To zła wiadomość dla polskich górników i ich rodzin, ale wszystko wskazuje na to, że kolejne lata i dekady przyniosą m.in. stopniową likwidację kopalń. Podobne zjawiska obserwować można także u naszych sąsiadów. Np. Czesi w okolicach Ostravy zasypali jedną z kopalń, zasiali tam trawę i jej teren zamienili na pole golfowe i klub strzelecki. Z kolei Niemcy w Essen, w dawnym Zagłębiu Ruhry, dawne miejsce pracy górników zamienili w muzeum nowoczesnego designu.

W naszym kraju ten etap jeszcze nie nadszedł. Jeden z czołowych państwowych koncernów energetycznych, Tauron podtrzymuje, że jego ostatnią inwestycją w duże źródło węglowe jest blok o mocy 910 MW w Jaworznie. Co więcej nic nie wskazuje na to, by Australijczycy mieli się wycofywać z eksploatacji kopalni Bogdanka na Lubelszczyźnie. Wygląda jednak na to, że w świetle wymogów unijnych i opracowanego właśnie projektu PEP 2040 „co się odwlecze, to nie uciecze”.

To ostatnie odnieść można także do polityki, konsekwentnie uprawianej przez obecny rząd, uniezależniania się od dostaw gazu z Rosji poprzez jego dywersyfikację z różnych kierunków geograficznych. Polityka ta przynosi pierwsze rezultaty, choć była zarzucona przez poprzednie władze. Projekt Baltic Pipe (dostaw błękitnego paliwa - częściowo podmorskim - rurociągiem z Norwegii, przez Danię do Polski) miał być przecież już dawno zrealizowany. Jednak po upadku rządu AWS władzę na początku poprzedniej dekady przejął SLD-owski gabinet Leszka Millera, który zrezygnował z tego projektu. Powrócił do niego dopiero obecny rząd. I, według dziś ogłoszonego planu, gaz z Norwegii popłynie do Polski na jesieni 2022 r.

Z kolei gazoport w Świnoujściu zaczęto budować jeszcze za koalicji PO-PSL, ale ówcześni decydenci nie trzymali odpowiednio mocno ręki na pulsie, wskutek czego inwestycja ta na jakiś czas zamarła. Doszło do jej wznowienia, a następnie - obecnie przeprowadzanej - rozbudowy dopiero za czasów obecnej władzy.

Dzięki temu w momencie, gdy zakończy się kontrakt jamalski na dostawy gazu z Rosji, będziemy dysponować gazem z Norwegii (Baltic Pipe) oraz innych kierunków (USA, kraje arabskie) dzięki rozbudowywanemu Terminalowi LNG w Świnoujściu im. Lecha Kaczyńskiego. A także z własnych źródeł. W ten sposób łącznie za kilka lat będziemy mogli wykorzystywać niemal 20 mld m3 gazu rocznie.

Choć wszystkie te działania wymagają poniesienia ogromnych, wielomiliardowych nakładów, od tej drogi nie ma odwrotu.

Warszawa