Ostrzeżenie
  • JFolder::pliki: Ścieżka nie jest folderem. Ścieżka: /home/kur365/domains/kurier365.pl/public_html/images/10962.
  • Nie powiodło się załadowanie pliku XML.
Uwaga
  • There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery Pro plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/10962
updated 8:13 PM CET, Jan 17, 2019
Na żywo:
A+ A A-

Besalu miasteczko z klimatem

  • Napisane przez Marzena KĄDZIELA
  • Dział: Europa
Wyróżniony Besalu miasteczko z klimatem Fot.: Marzena Kądziela

 

Reżyser, który wybiera Besalu na miejsce akcji swojego filmu z okresu średniowiecza, nie musi tu nic zmieniać. Katalońskie miasteczko wygląda jak przed wiekami, co wzbudza zachwyt u turystów z całego świata.

Zaledwie dwa tysiące mieszkańców liczy Besalu oddalone o około 30 km od Girony. Zapewne w pogodne, wolne od pracy dni turystów wędrujących po krętych i ciasnych uliczkach jest od nich więcej. W listopadzie nie było tłumów, mimo to o wolny stolik w restauracji w centrum było bardzo trudno.

 

Besalu - katalońskie miasteczko z średniowiecznym klimatem

Pierwsze, z czym spotyka się turysta pozostawiający auto na parkingu przez rzeką Fluvia, jest most, na widok którego niemal każdy wydaje okrzyk zachwytu. Zbudowany w XI wieku ma długość 105 metrów, a jego wysokość to 30 m. Most wzbudza u współczesnych podziw nie tylko ze względu na swą wielkość i dostojeństwo, ale także... krzywiznę. Budowniczy dopasowali go do skał, które stały się naturalną podstawą filarów. Na tej krzywiźnie w XIV wieku wniesiono wieżę obronną. Powiewa na niej katalońska flaga, którą można zobaczyć także w wielu oknach budynków mieszkalnych.

 

W labiryncie uliczek

Po przejściu mostu wpadamy w labirynt uliczek, które przypominają mi scenerię wielu filmów historycznych. Gdyby nie współczesne sklepiki z pamiątkami, restauracje czy tablice informujące o instytucjach można by pomyśleć, że cofnęliśmy się w czasie o wiele wieków. W oknach kamienic podziwiam czerwone pelargonie oraz wspomniane już katalońskie flagi.

 

Kościoły i Muzeum Miniatur

Na placyku w środku miasteczka przysiadamy w jednej z kawiarenek. Mimo listopada słońce mocno przypieka. Pijemy aromatyczną kawę i obserwujemy turystów zaglądających w zakamarki ulic i budynków. Po chwili i my ruszamy na dalsze odkrywanie uroków Besalu.

{gallery}10962{/gallery}

Tuż za zakrętem roztacza się przed nami główny plac miasta z romańskim kościołem Sant Pere, który był konsekrowany w 1003 roku. Kościół oraz znajdujący się w pobliżu Hospital Sant Julie stanowiły część klasztoru benedyktynów założonego w Besalu w 977 roku przez hrabiego Miro Besalu. Benedyktyni odgrywali ważną rolę w historii miasta i całego hrabstwa w XII i XIII wieku.

Dwa kroki od kościoła znajduje się miejsce niezwykłe – Muzeum Miniatur. Za niespełna 4 euro można tu, w trzech salach, podziwiać maleńkie rzeźby przywiezione z niemal wszystkich stron świata – z Chin, Meksyku, Rosji. Wśród kilku tysięcy eksponatów są takie, które można oglądać jedynie przez wielkie lupy, albo przez mikroskop. Trudno inaczej dostrzec karawanę wielbłądów, albo pociąg, który mieści się w igielnym uchu...

 

W żydowskiej dzielnicy

Kolejne uliczki prowadzą nas nad rzekę. Tam kiedyś była dzielnica żydowska. Do początku XV wieku żyli tu zgodnie chrześcijanie i żydzi. Potem sytuacja się zmieniła i władze miasta w 1415 roku zamknęły żydów w niewielkim rewirze nad Fluvią. Jak głosi umieszczona na jednym z budynków tablica, po dwudziestu latach w Beslau nie było już ani jednego wyznawcy Jahwe. Pozostał budynek synagogi oraz odkryta w 1964 roku mykwa – łaźnia do rytualnych kąpieli zbudowana na początku XIII wieku, podobno jedyna w całej Hiszpanii.

W miasteczku są jeszcze inne zabytki, jak gotycki kościół św. Vincenta czy dom – pałac rodziny Cornella z piękną galerią na wewnętrznym dziedzińcu.

 

Wędrówka po schodach i pyszny obiad

Na jednej z ulic dostrzegamy tablicę zachęcającą do przejścia nad basen i obejrzenia całej panoramy miasteczka. Wspinamy się więc wzmocnionymi drewnem, rzadko chyba już używanymi schodami na wzgórze. Tam znajdujemy niewielki basen, o tej porze roku oczywiście zamknięty. Widoki niestety zasłaniają drzewa i krzewy. Tablica więc okazała się już nieaktualna. Panoramy miasta nie podziwiamy, ale mamy jak na dłoni góry otaczające Besalu.

Wracamy do labiryntu ulic i szukamy restauracji, w której znajdziemy najlepsze, to znaczy bogate i niedrogie menu del dia. Na głównym placu wszystkie miejsca przy stolikach zajęte, odchodzimy więc nieco dalej od rynku, gdzie za 10 euro za „danie dnia" otrzymujemy fantastyczne faszerowane mięsem papryczki, rybę z warzywami, deser, kawę i butelkę wina. W takiej scenerii wzniesienie toastu czerwonym trunkiem z lokalnej winnicy to prawdziwa przyjemność.

{jumi [*6]}

 

 

Warszawa